Skok na bungee -czyli o maminych emocjach

2016-06-15-00-24-58_wm

Z Wojtkami nie można się nudzić. Zawsze mogą czymś zaskoczyć. Nie wiem czy jest możliwe, że kiedyś będzie inaczej. 😉


Duży od niedawna  bardzo pilnuje, żebyśmy zabrali na działkę małą butelkę coli,  lub innego trunku.  🙂 Po opróżnieniu zawartości do butelki nalewa wodę i  pakuje ją do swojego plecaka.  W ten sposób zapełnia w domu szafę butelkami cudownej wody działkowej.  😉
Przyznam się  Wam,  że  odrobinę w  to ingerujemy.  To znaczy –  staramy się utrzymać stały stan ilości tych butelek w szafie.
Ponieważ od momentu kiedy ta butelka z cudowną wodą działkową już znajduje się w  szafie, Wojtek traci dla niej zainteresowanie.  Wkładając kolejną, sprawdza tylko czy butelki w szafie są,  ale  nie  liczy ich.
Po co Wojtkowi te butelki?
Pytany wyjaśnia, że są mu potrzebne i mają być w  szafie. Tu kończy się wyjaśnianie. To powinno mi wystarczyć. 🙂

Dziś jednak przez moje niedopatrzenie, nie zabraliśmy małej butelki.
Na początku wszystko wydawało się być w porządku.
Ponieważ mieliśmy tylko taką dwu i pół litrową, wytłumaczyłam Dużemu, że dziś nie weźmiemy wody do domu. Obiecałam też, że następnym razem będę pamiętać, że Wojtkowi jest potrzebna mała butelka i że rozumiem jak to jest dla niego ważne.
W drodze do domu Duży wciąż pytał, czy będę pamiętać następnym razem o butelce,  bo to jest dla niego bardzo ważne.
Raz,  drugi,  trzeci… Piętnasty, siedemnasty,  dwudziesty piąty…
Duży wcale nie był spokojniejszy.
Mały Wojtek, podobnie jak ja wyczuwał napięcie Dużego.
Powolne zamykanie powiek Dużego Wojtka jak syrena alarmowa informowało o nadciągającej katastrofie. Jego opalona twarz jakby straciła pigment, była szara.
– Oddychaj Wojtek. Spokojnie.  Będę pamiętać o  butelce, bo wiem, że to jest dla Ciebie ważne. Spokojnie. Teraz jedziemy do domu. Napijesz się soku i się położysz.
Wojtek wykonuje ćwiczenia oddechowe i znów pyta…
Ja  mam uczucie, że lecę na bungee. W dół… Lecę… Lecę…
Siedzimy w  tramwaju.  Mały jest zdenerwowany.  Krzyczy.  Uderza ręką w tramwaj.
To ten moment kiedy bungee podrywa się znów w  górę.
– Spokojnie Wojtuś.  Już jest dobrze.  No Wojciech uśmiech.
Przytulam… Daje Małemu telefon. Puszczam spokojną muzykę.
Duży zmienia temat.
Chce imprezę na działce. Balony, tort, muzykę. Żeby Mały Wojtek był z nim.  No i może jacyś goście. Dużo balonów.
A teraz chce do domu. Położyć się. Sok.
– Tak Wojtek, będzie sok.  Położysz się.
Lecę w dół… Lecę…
Znów bungee podrywam mnie do góry.
Pijak w tramwaju chce mi powiedzieć jak rozumie i jak szanuje takich ludzi…
A ja chcę ciszy…

Już w domu. Mały śpi.  Duży zasypia,  już spokojny.  Nawet K już prawie śpi.
Ja piszę.
Łapię oddech.
Trochę zmęczona niepokojami Wojtków.
Zawieszona na bungee z rozpostartymi rękoma chłonę ciszę.

Kocham tych moich Wojciechów… 🙂 A nikt nie obiecywał, że będzie lekko. 😉 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik, Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *