Dziś odszedł Jean Vanier – woda słona od łez…

Dziś przeczytałam na stronie wspólnot L’Arche:

To dla mnie smutny dzień.
 
To miała być kąpiel dla relaksu, żeby miło zaczął się dzień, bo jakoś tak było mi raczej smutno z rana. 
Świece, wanna z pianą – to to, co matkę odpręża.
Jeszcze nim zdążyłam wejść zajrzałam w internet i łzy wypełniały moje oczy. Płynęły po policzkach i było ich więcej i więcej.
To w sumie dobrze, że mogłam się ukryć z tymi łzami, bo chłopaki bardzo przeżywają takie matczyne smutki. 
Tylko ile mogą płynąć takie łzy…
Skąd ich tyle mam… 
 Woda słona od łez…

Zmarł Jean Vanier, ktoś bardzo mi bliski.

 
Zmarł Jean Vanier, ktoś bardzo mi bliski. 
Kiedyś pisałam, że poznanie go postawiło moje życie na głowie. Z perspektywy czasu wiem, że było wręcz odwrotnie. Stanęłam na nogach, bardzo stabilnie i pewnie dokonując kolejnych świadomych i najlepszych wyborów w moim życiu. 
Nieraz też pisałam o tym, że bez tego człowieka nie trafiłabym do DPSu, wtedy w latach dziewięćdziesiątych, dla chłopców i mężczyzn niepełnosprawnych intelektualnie, choć wtedy obowiązującym nazewnictwem było upośledzonych umysłowo.
 
Nie poznałabym moich synów, nie poznała bym Piotrka, Artka, Mańka, Michała, Ryśka, Darka, Marcina, Daniela i wielu innych. Nie stworzyłabym „Łanowej” – wspólnoty w której osoby niepełnosprawne intelektualnie tworzą relacje z tymi którzy decydują się na oddanie im części swojego życia, wspólnoty w której jedni drugich prowadzą do Boga.

Kim był Jean Vanier?

Jean Vanier – ur. 10 września 1928 roku w Genewie, zm. 7 maja 2019 w Paryżu,
Kanadyjczyk, syn gubernatora Kanady Georges’a Vaniera. Gdy miał 13 lat wstąpił do marynarki wojennej,  po kilku latach służby na jednym z brytyjskich lotniskowców, porzucił karierę wojskową i podjął studia na kierunkach teologicznym i filozoficznym. Jednak w roku 1964 kupił niewielki dom w Trosly-Breuil pod Paryżem i zamieszkał tam z dwoma mężczyznami Raphealem Simim i Philippe’em Seuxem dzieląc odtąd swe życie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie i odpowiadając tym samym na wewnętrzne powołanie. Tak powstała pierwsza wspólnota „L’Arche”.
Doktor filozofii, pisarz, przywódca z autorytetem moralno-religijnym. 
Założyciel dwóch organizacji międzynarodowych o charakterze wspólnotowym, L’Arche oraz Wiary i Światła. Sercem tych wspólnot są osoby z  niepełnosprawnością intelektualną.
154 wspólnot „L’Arche” istniejących w 38 państwach oraz 1450 wspólnot „Wiary i Światła” w 85. 
Jean Vanier przeżył w tych wspólnotach i poza nimi 52 lata w głębokiej relacji z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, znany był jako obrońca tych osób najsłabszych w naszym społeczeństwie.

Moje pierwsze spotkanie Jeana

 
Wtedy w 1993 roku przyjechał do Krakowa głosić rekolekcje dla wspólnot Wiary i Światła, dla ludzi związanych z pierwszym domem Arki w Polsce, dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, ich rodzin i przyjaciół.
 
Pomysł był taki.
Żeby na konferencji, którą mówił Jean pojawiło się jak najwięcej pracowników Domu Pomocy Społecznej przy ul. Łanowej. By mogli usłyszeć zupełnie inny głos. Głos człowieka dla którego ten słaby, upośledzony był w Centrum.
Basi, nowej dyrektorce tego domu, bardzo na tym zależało.
Ja byłam w grupie organizacyjnej. Zajmowaliśmy się przygotowywaniem szczegółów związanych z rekolekcjami, ale i znalazłam się w grupie która miała w dniu konferencji zapewnić opiekę mieszkańcom DPSpu.
 
Kiedy w kościele Ojców Dominikanów pierwszy raz zobaczyłam Jeana wydał mi się trochę niezgrabny, wysoki, szpakowaty pan w prochowcu, z mega uśmiechem.
Słuchałam i łapałam każde słowo. Mówił o swoim doświadczeniu spotkania z osobami niepełnosprawnymi, o tym jak to dzięki nim odkrywał kim jest, jak odkrywał swoje słabości. A ja coraz bardziej czułam, że mówi też o mnie. Wtedy byłam może i mega wesoła z wierzchu, ale bardzo smutna w środku.
 
O moim pierwszym spotkaniu z osobami mieszkającymi w DPSie pisałam chyba już nie raz. Mam wrażenie, że wciąż o tym opowiadam, ale może to jest ważne, więc kilka zdań i tym razem.
Pierwszy raz przyszliśmy w grupie kilku osób, żeby poznać Dom, poznać chłopaków tam mieszkających.
Był wieczór, w budynku świeciło się sporo świateł, a z jego środka już gdy do niego się zbliżaliśmy dochodziły różne dźwięki, śmiech, płacz, nieartykułowane krzyki.
W środku uderzył moje nozdrza nieprzyjemny zapach. Chodziliśmy po budynku. Na jednym pietrze w salach leżący chłopcy z porażeniem. Ktoś powiedział o nich, że to takie „roślinki” nie rozumiałam, ale przyjęłam. Wyżej były maluchy, słodkie lgnące do nas, niektórzy chłopcy mówili, niektórzy nie, tu serce biło szybciej. Dlaczego oni tu mieszkają? Kolejne piętra i starsi chłopcy, młodzi mężczyźni, nasi rówieśnicy. Jednocześnie mężczyźni i dzieci. Z niektórymi szybko można było nawiązać relację, inni jakby obojętni, nieobecni.
To tylko pierwszy obraz. Budził ciekawość ale i lęk. Z jednej strony nigdy więcej tu nie wracać, a z drugiej coś mnie tam ciągneło.
 
Ostatniego dnia rekolekcji w kapitularzu klasztoru OO Dominikanów wszyscy zasiedli w kręgach by umywać sobie nogi na wzór ewangelii z Wielkiego Czwartku. Jean Vanier zawsze do tego namawiał. Ten obrzęd był niezwykle symboliczny. Jednak ja w tamtym czasie nie byłam na to gotowa.
-Mnie ktoś ma umywać nogi? Nie! Ja nie zasługuję, nie mogę, nie potrafię… – stałam z boku wciąż zamknięta i smutna…

 

Obmyj i moje nogi

Dopiero po wielu latach we wspólnocie, którą założyłam „Łanowej”, sama nalegałam na to byśmy i my obmyli sobie nogi. Duży Wojtek mył mi a ja jemu i tak wszyscy.
 
A całkiem niedawno bo przed Bożym Narodzeniem miałam okazję być ze wspólnotami Arki i Wiary i Światła na rekolekcjach gdzie mogłam doświadczyć tego obrzędu.
W czasie umywania nóg, zobaczyć ten gest niepełnosprawnej intelektualnie córki do swojej osiemdziesięcioletniej mamy, ten gest małżonków, ten gest kiedy to Piotr z niepełnosprawnością intelektualną z wielkim wzruszeniem umywał moje nogi. To doświadczenie zostanie ze mną na zawsze.

Jeszcze jedno spotkanie - 2002 rok

Jeszcze raz spotkałam Vaniera, gdy znów był w Krakowie. To był 2002 rok. 
Ja już byłam w innym miejscu, moja „Łanowa” już działała kilka lat, a ja byłam mamą dwóch niezwykłych Wojtków. Podeszłam wtedy do Vaniera żeby mu o tym powiedzieć, żeby wiedział, że zmienił i nasze życie. On właściwie nic nie powiedział. Uśmiechnął się tym swoim wielkim uśmiechem i mnie przygarnął.

A teraz go niema. 

A myślałam by jeszcze napisać do niego list… Nie zdążyłam. Właściwie już wiedziałam, że nie zdążę…

Nie, to nie prawda że go niema! Jest!

W książkach które zostawił. 
W dziele Arki i Wiary i Światła.
W nas… we mnie bardzo, nawet w naszej wspólnocie, przecież bez tego jak zmienił moje serce jej by nie było. 
Jest w każdym moim dniu, w każdym geście moich synów będzie już zawsze. 

Oczywiście chłopcy zauważyli smutek matki, czerwone oczy, mimo skrywanych łez. 
Duży wciąż mnie przytulał, całował w czoło mówiąc tym „widzę że jesteś smutna, ale ja tu jestem z tobą”. 
Mały zaglądał mi tak głęboko w oczy, że aż tym onieśmielał. W tej naszej codzienności Jean też jest. 

Nie wiem czy Jean Vanier będzie beatyfikowany, dla mnie był żyjącym świętym i takim pozostanie. To nie znaczy, że nie miał słabości, trudności, to też jest część jego świętej obecności.
W ostatnich dniach Jean powiedział do nas:
 
„Czuję głęboki pokój i ufność. Nie wiem, jaka będzie moja przyszłość, ale Bóg jest dobry i zawsze, kiedy przychodzi, to ku lepszemu. Jestem szczęśliwy i dziękuję każdemu z was. Z głębi serca przekazuję moją miłość każdemu z was.”

Spoczywaj w pokoju Jean.
🕯

4 thoughts on “Dziś odszedł Jean Vanier – woda słona od łez…

  1. Aniu czy Ty zawsze musisz wydusić że mnie łzy. Tak się bronię ale niestety czy stety czytając Twoje teksty zawsze wyję. Nie znałam Jeana nawet o nim nie słyszałam ale bardzo żałuję.

    1. Mam nadzieję, że udało mi się trochę Ci go przybliżać, poznać. Ja wczoraj płakałam wciąż, więc może dzięki temu nie byłam sama.
      Niby wszystko racjonalne mówi mi, że taka jest kolej rzeczy, ale na razie muszę pozwolić sobie na smutek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.