O mnie

OLYMPUS DIGITAL CAMERAUwielbiam opowiadać o moich synach – Wojtkach… i o Łanowej… To o sobie jest najtrudniej.

Jestem mamą dwóch niezwykłych chłopaków… I tu zaczyna się cudowna opowieść o nich. No i co miałabym o sobie?
A przecież już sam fakt że obaj noszą to samo imię budzi ciekawość. 🙂 Prawda?

Pomysł na pisanie bloga, to odpowiedź na pytania często zadawane mi na fanpege DlaDwóchTakichCoUkradliSerce

– czy prowadzi Pani blog i dlaczego nie? 🙂

No to podjęłam wyzwanie.

Chcę tu pisać o moich synach. O tym jak wygląda życie osób z niepełnosprawnością intelektualną tak na co dzień. O tym jak dotarliśmy do tego miejsca, w którym jesteśmy obecnie i o tym co jest ważne dla nas w życiu. O wychowywaniu, a właściwie o towarzyszeniu takim osobom w ich rozwoju i uczenia się siebie i świata. O autyzmie, bo Duży i Mały mają spektrum autyzmu, o zespole Downa, bo Mały Wojtek ma w pakiecie ZD.

 

Pewnie będę też pisać o grupie „Łanowa”, którą założyłam 1994 roku, a która trwa do dziś i ma się dobrze. Dziś już wiem że ta grupa to wspólnota osób niepełnosprawnych intelektualnie z Domu Pomocy w Krakowie mieszczącego się przy ul. Łanowej – stąd nazwa grupy, i wolontariuszy – asystentów – przyjaciół . Tworzą się tu niezwykłe relacje.

12115445_882424758540056_6489676430947291768_n

Pojawił się też ciekawy wątek 🙂 PRZYSMAKI WOJKÓW – tu znajdziesz przepisy różnych smakołyków, wcale nie tylko na słodko, przygotowywanych przeze mnie dla chłopaków. Czasem przygotowywanych z nimi, choć częściej z Dużym bo On to on lubi prace w kuchni. Często chwaliłam się naszymi smakołykami na FB i trochę za namową znajomych zdecydowałam, że to będzie dobre miejsce na dzielenie się naszymi przepisami. Mam nadzieję, że ktoś na tym skorzysta. 😉

 

12002764_10206238291310360_1372830739209668562_n

Z czasem pojawiły się kolejne kategorie. (uzupełnienie)

Codzienność – czyli o tym co w życiu codziennym nas spotyka, ale też o tym co ostatnio widzieliśmy w kinie i polecamy. Oczywiście nie będzie tylko o filmach. 😉

Nasze wędrowanie – to o tych miejscach które odwiedzamy.  Może nie bardzo o tych dawniej, choć może czasem też, ale o tych obecnie poznawanych. Sami doszliśmy do tego, że zapominamy miejsca, które odwiedziliśmy i nam się podobały, więc chyba dla nas to będzie ważne miejsce, a może i dla Was takim się stanie. Mam nadzieję, że z czasem dość systematycznie zapełniane. 🙂

I jeszcze jedno ważne miejsce na blogu to:

Oczami Dużego – to zdjęcia Dużego Wojtka. Robi je od zeszłego roku to jest 2017. Bardzo jest to ciekawe zobaczyć na co patrzy. Co chce zatrzymać w kadrze. Dlatego chce się z Wami tym podzielić. To nie są profesjonalne zdjęcia, ale zdjęcia z duszą. 🙂

 

A teraz jeszcze o tym jak to się wszystko zaczęło.

 

W 1993 roku, gdy do Krakowa przyjechał Jean Vanier – założyciel Wspólnot „Arki”, w których osobom niepełnosprawnym intelektualnie w codziennym życiu towarzyszą osoby nazywane „asystentami”, tworząc z nimi więzy przyjaźni i pomagając im odkrywać swe wewnętrzne piękno i godność.
Jean Vanier głosił rekolekcje skierowane do pracowników Domu Pomocy Społecznej dla chłopców niepełnosprawnych intelektualnie. By im umożliwić to spotkanie z grupą wolontariuszy z Duszpasterstwa akademickiego „Beczka” zajmowaliśmy się ich podopiecznymi.

Dom był brzydki, wypełniony znacznie ponad miarę chłopcami z różnym stopniem niepełnosprawności. Niektórzy byli przywiązani do łóżek, inni mieli powiązane ręce, pełzali, bezwładnie się kołysali. Z grupy wyłoniłam wzrokiem chłopca małego i delikatnego. Bardzo chciałam go wziąć na ręce, ale bałam się czy nie zrobię mu krzywdy. On wydawał się być taki kruchy. To był Dominik. Zaczęłam dostrzegać poszczególnych chłopców, ich twarze. Coś sprawiło, że od tego momentu każdą wolną chwilę spędzałam z chłopcami z Domu Pomocy.
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Taka, która najpierw przyspiesza rytm serca, a potem wypełnia je coraz bardziej, aż po brzegi.

Dom…

Gdy zbliżały się Święta Bożego Narodzenia postanowiłam zabrać do domu jednego chłopca, żeby przez ten moment podzielić się z nim moim światem. Chciałam podzielić się czasem radości Bożego Narodzenia z kimś, kto nigdy wcześniej nie miał prawdziwego domu i kogoś tylko dla siebie.

To był Wojtek. Miał wtedy 6 lat. Teraz mówię o nim „Duży”. Wojtek ma autyzm i jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu umiarkowanym.

Gdy go poznałam, było w nim dużo lęku, nie pozwalał się przytulać, czasem rzucał się na podłogę ze złości. Wykazywał wiele zachowań trudnych, często płakał.  Nosił pieluchy, jadł zmiksowane papki, a nawet najmniejsza grudka w jego jedzeniu powodowała atak złości i frustracji.
W czasie tych pierwszych chwil ze mną w domu, raczej wolał bawić się sam. Mnie potrzebował tylko po to, żeby sięgnąć po zabawkę. Wtedy chwytał mnie za rękę i mną kierował. Czasem wdrapywał mi się na plecy i ciągną za włosy. Jednak, gdy po Świętach odwiozłam go do Domu Pomocy płakał w jednej sali, a ja obok w drugiej.
Od tej pory regularnie zabierałam go na weekendy, święta…
Wojtek powoli obdarzał mnie zaufaniem, czuł się bezpiecznie, jednak w grupie z innymi dziećmi zawsze był z boku, nie potrafił zawalczyć o uwagę. Pomyślałam, że muszę coś z tym zrobić…
Tym razem na Święta zabrałam dwóch Wojtków, bo młodszy chłopiec, o którym pomyślałam też miał tak na imię. „Mały” Wojtek ma zespół Down’a i jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu głębokim, z czasem okazało się również że i on ma spektrum autyzmu. Miał wtedy 7 lat, 98 cm wzrostu i nie umiał chodzić. Jadł z butelki ze smoczkiem, i też nosił pampersy. Był dzieckiem nie tylko niepełnosprawnym  ale i bardzo chorym. Potrzebował opieki, miłości i stać się dla kogoś ważnym. Pomyślałam, że opiekując się nim będę  przy okazji uczyć „Dużego” relacji, dbania o drugiego i odpowiedzialności. A w moim sercu było już miejsce dla dwóch Wojtków.

Dlaczego?

Gdy poznałam „Dużego” Wojtka nie myślałam, że to będzie miłość na całe życie, nie myślałam też, że będzie drugi Wojtek.
Zaczęłam zadawać sobie pytanie: Jak to jest, że Bóg powołuje na świat takie dzieci a one nie znajdują tu swojego miejsca? Dlaczego są odepchnięte?
Modliłam się o uzdrowienie Wojtków. Myślałam, że gdyby Bóg zabrał im niepełnosprawność mogliby być szczęśliwi. To wydawało mi się najprostszym rozwiązaniem.
Coraz częściej pojawiało się we mnie pytanie:, Co dalej? Co będzie w Wojtkami za kilka, nawet kilkanaście lat? Czy będą akceptowani? Czy ja potrafię im oddać swoje życie?
Póki osoba niepełnosprawna intelektualnie jest dzieckiem łatwo wzbudza sympatię – mała bezbronna istota, „jaki słodki rozbójnik” mówią ludzie. Gdy podrośnie, wszystkie wady, także te zewnętrzne, rysy twarzy, mimika, gestykulacja – wyostrzają się.

Decyzja…

W końcu odważyłam się i postanowiłam zostać mamą dla Wojtków, ale tak naprawdę decyzja to formalność. Najpierw była MIŁOŚĆ. Prawnie rodziną jesteśmy od 1999 roku.

Jestem szczęśliwą mamą. Moi synowie bardzo się zmienili przez te lata. To zupełnie inne chłopaki, a właściwie już mężczyźni. Nie ma agresji. „Duży” porozumiewa się za pomocą gestów, pracuje z komputerem. Jest samodzielny, jeździ na hulajnodze…
„Mały” chodzi, sam je, już nie pamięta co to pieluchy, potrafi domagać się o swoje.

I mogłabym tak wymieniać. Tyle się zmieniło, a oni wciąż się uczą…
Ja nie wiem ile zdziałałam pracując z nimi, a ile zdziałała miłość, od której wszystko się zaczęło.

Droga…

Całe nasze życie to jakaś wielka terapia. Każda zabawa, każdy spacer, wyjazd ma cel. Czasem sama się z tego śmieję. Ktoś po prostu bierze dzieci na spacer, a ja zastanawiam się zawsze, czego w tym czasie możemy się uczyć, co poznać, co przypomnieć. Chłopcy już są dorośli, ale w wielu sprawach potrzebują wsparcia i prowadzenia. Trudno czasem pogodzić te dwie rzeczywistości. Godność dorosłego człowieka i to małe dziecko w nim. Gdy w naszej walce o ich rozwój pojawia się jakaś porażka, to tylko przez moment ogarnia mnie smutek. Chwilę później już mam nowe pomysły, jak inaczej pokonać problem. Wciąż pojawiają się nowe osiągnięcia. Ile radości może dać samodzielne zjedzenie obiadu… Chłopcy wciąż potrafią czymś zaskoczyć. Wierzę, że, mimo iż mają już trochę lat jeszcze nie jednego się nauczą i będą jeszcze bardziej samodzielni.

Dar!

To przy Wojtkach nauczyłam się kochać. Oni są otwarci, nie korzystają z masek. Gdy ”Duży” widzi moją smutną twarz, sprawdza czy nic się nie stało, zagląda mi w oczy, uśmiecha się, próbuje mnie zmusić do uśmiechu i zawsze mu się to udaje. „Mały” trzymając mnie za rękę zagląda mi głęboko w oczy, uśmiecha się i nadstawia policzek do pocałunku. W ten sposób obaj – nie mówiąc – pokazują mi, że mnie kochają.
Jestem głęboko przekonana, że chłopcy są darem dla mnie. Inaczej patrzę na świat. Istnienie osób niepełnosprawnych intelektualnie jest niepodważalnie potrzebne. Czasem zastanawiam się czy to jak Oni postrzegają świat nie jest bliższe prawdzie. Może to nasze patrzenie jest błędne, tak trudno ludziom na ulicy o uśmiech… Kiedyś Mały Wojtek śmiał się w tramwaju i usłyszałam, że przeszkadza… Ludzie w zabieganiu zapomnieli o zwykłych gestach, o sercu. Tego właśnie uczą mnie chłopcy.
Wojtki mają Dom i mają Mnie. Mają mamę i moją miłość. To prawdziwy Dar. Choć wciąż wydaje mi się, że Ja od nich otrzymałam znacznie więcej. Nasza wspólna droga wciąż trwa…

Ania (Mama Wojtków)

Ps. Od wielu już lat Wojtki mają też tatę, to Kigi. To również bardzo ważna osoba w życiu chłopaków. Tata to ten który wypycha do przodu mówiąc „poradzisz sobie” „potrafisz”, ale też ten który przytuli i da wsparcie gdy tego potrzeba.
logo

20 thoughts on “O mnie

  1. Znamy się już trochę ale o początkach Waszej Miłości wiedziałam niewiele…
    To co napisałaś jest piękne…
    coś czuję, że Twój blog dodam do moich ulubionych;)
    Pozdrawiam
    Trzymaj się…

  2. Dobry wieczór. Obejrzałam właśnie reportaż w tv. Jestem pod mega wrażeniem i podziwiam co Państwo robicie dla tych super Wojtków. Serdecznie pozdrawiam i życze dużo dużo sił:) Będę tu bardzo chętnie zaglądac.

  3. Obejrzałam program o Państwa rodzinie, przeczytałam Pani bloga. Zastanawiam się jaka czeka mnie droga z moja córeczką 7 letnią autystką. Też zastanawiam się jak świat w niedalekiej już przyszłości przyjmie moją dorosłą córeczkę. Wciąż modlę się o jej uzdrowienie, ale i o dobrych mądrych ludzi wokół nas. Uściski gorące

  4. Chciałabym mieć takie wielkie serce jak Pani! Każde słowo wydaje mi się tutaj banalne, ale chciałabym przekazać, że bardzo Panią szanuję i podziwiam. Życzę wszystkim zdrowia, wytrwałości i uśmiechu.

  5. Niesamowicie piękne! Jestem pełna podziwu i uznania dla Pani. Dzięki takim ludziom jak Pani świat wydaje się być piękniejszy. Pozdrawiam serdecznie!!!! Barbara

  6. Właściwie wszystko zostało powiedziane, podziwiam ludzi o tak WILKIM SERCU. pozdrawiam Panią, jak również męża co to dał się „złapać na podbite oko” Mega szacun dla Was obojga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.