O mnie

Uwielbiam opowiadać o moich Wojtkach, o Łanowej… O sobie jest najtrudniej.

Jestem mamą dwóch niezwykłych Wojtków i tu zaczyna się opowieść o nich.
A już sam fakt, że obaj noszą to samo imię budzi ciekawość. 🙂 Prawda?

Pomysł na bloga to odpowiedź na pytania za FB: czy go mam i dlaczego nie? Chcę tu pisać o Wojtkach właśnie. O tym jak wygląda życie osób z niepełnosprawnością intelektualną tak na co dzień, o tym jak dotarliśmy do tego miejsca, w którym jesteśmy obecnie, o tym co jest ważne w życiu, wychowywaniu, towarzyszeniu takim osobom. O autyzmie, bo Duży Wojtek ma A. O zespole Downa, bo Mały Wojtek ma ZD.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pewnie będę też pisać o grupie Łanowa, którą założyłam 1994 roku, a która trwa do dziś i ma się dobrze. Grupa ta to osoby niepełnosprawne intelektualnie z Domu Pomocy w Krakowie mieszczącego się przy ul. Łanowej – stąd nazwa grupy, i wolontariusze.

12115445_882424758540056_6489676430947291768_n

Pojawi się też ciekawy wątek poboczny 🙂 PRZYSMAKI NIE TYLKO DLA WOJKÓW – tu będą pojawiać się przepisy smakołyków przygotowywanych właśnie dla nich, czasem przygotowywanych z Wojtkami, częściej z Dużym bo On lubi prace w kuchni. Często chwaliłam się naszymi smakołykami na FB i trochę za namową znajomych zdecydowałam, że to będzie dobre miejsce na dzielenie się naszymi przepisami. Mam nadzieję, że ktoś na tym skorzysta.

12002764_10206238291310360_1372830739209668562_n

A teraz jeszcze o tym jak to się wszystko zaczęło.

W 1993 roku, gdy do Krakowa przyjechał Jean Vanier – założyciel „Arki” Wspólnoty, w której osobom niepełnosprawnym intelektualnie w codziennym życiu towarzyszą osoby nazywane „asystentami”, tworząc z nimi więzy przyjaźni i pomagając im odkrywać swe wewnętrzne piękno i godność.
Jean Vanier głosił rekolekcje skierowane do pracowników Domu Pomocy Społecznej dla chłopców niepełnosprawnych intelektualnie. By im umożliwić to spotkanie z grupą wolontariuszy z Duszpasterstwa akademickiego „Beczka” zajmowaliśmy się ich podopiecznymi.

Dom był brzydki, wypełniony znacznie ponad miarę chłopcami z różnym stopniem upośledzenia. Niektórzy byli przywiązani do łóżek, inni mieli powiązane ręce, pełzali, bezwładnie się kołysali. Z grupy wyłoniłam wzrokiem chłopca małego i delikatnego. Bardzo chciałam go wziąć na ręce, ale bałam się czy nie zrobię mu krzywdy. On wydawał się być taki kruchy. To był Dominik. Zaczęłam dostrzegać poszczególnych chłopców, ich twarze. Coś sprawiło, że od tego momentu każdą wolną chwilę spędzałam z chłopcami z Domu Pomocy.
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Taka, która najpierw przyspiesza rytm serca, a potem wypełnia je coraz bardziej, aż po brzegi.
Dom…

Gdy zbliżały się Święta Bożego Narodzenia postanowiłam zabrać do domu jednego chłopca, żeby pokazać mu inny świat. Chciałam podzielić się czasem radości Bożego Narodzenia z kimś, kto nigdy wcześniej nie miał prawdziwego domu i kogoś tylko dla siebie.

To był Wojtek. Miał wtedy 6 lat. Teraz mówię o nim „Duży”. Wojtek ma autyzm i jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu umiarkowanym.

Gdy go poznałam, był agresywny, nie pozwalał się przytulać, czasem rzucał się na podłogę ze złości. Nosił pieluchy, jadł zmiksowane papki nawet najmniejsza grudka w jego jedzeniu powodowała atak złości i histeryczny płacz.
W czasie tych pierwszych chwil ze mną w domu, raczej wolał bawić się sam. Mnie potrzebował tylko po to, żeby sięgnąć po zabawkę. Wtedy chwytał mnie za rękę i mną kierował. Czasem wdrapywał mi się na plecy i ciągną za włosy. Jednak, gdy po Świętach odwiozłam go do Domu Pomocy płakał w jednej Sali a ja obok w drugiej.
Od tej pory regularnie zabierałam go na weekendy, święta…
Wojtek powoli oswajał się, czuł się bezpiecznie, ale też stawał się zaborczy i zazdrosny o każdego innego chłopca, który był blisko mnie. Pomyślałam, że muszę coś z tym zrobić…
Tym razem na Święta zabrałam dwóch Wojtków, bo młodszy chłopiec, o którym pomyślałam też miał tak na imię. „Mały” Wojtek ma zespół Down’a i jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu głębokim. Miał wtedy 7 lat, 98 cm wzrostu i nie umiał chodzić. Jadł z butelki, i nosił pieluchy. Był dzieckiem bardzo chorym. Potrzebował nie tylko opieki, ale i miłości. Pomyślałam, że opiekując się nim będę uczyć „Dużego” opiekuńczości i odpowiedzialności. A w moim sercu było już miejsce dla dwóch Wojtków.
Dlaczego?

Gdy poznałam „Dużego” Wojtka nie myślałam, że to będzie miłość na całe życie, nie myślałam też, że będzie drugi Wojtek.
Zaczęłam zadawać sobie pytanie: Jak to jest, że Bóg stwarza takie dzieci i jeśli tak ma być, to, dlaczego nie mają one swojego miejsca? Dlaczego są odepchnięte?
Modliłam się o uzdrowienie Wojtków. Myślałam, że gdyby wyzdrowieli mogliby być szczęśliwi. To wydawało mi się najprostszym rozwiązaniem.
Coraz częściej pojawiało się we mnie pytanie:, Co dalej? Co będzie w Wojtkami za kilka, nawet kilkanaście lat? Czy będą akceptowani? Czy ja potrafię im oddać swoje życie?
Póki osoba upośledzona jest dzieckiem łatwo wzbudza sympatię, mała bezbronna istota, „jaki słodki rozbójnik” mówią ludzie. Gdy podrośnie, wszystkie wady, także te zewnętrzne, rysy twarzy, mimika, gestykulacja – wyostrzają się.
Decyzja…

Jednak w końcu wystąpiłam do sądu o przyznanie mi statutu Rodziny Zastępczej. Postanowiłam zostać mamą dla Wojtków, ale tak naprawdę decyzja to formalność. Najpierw była MIŁOŚĆ. Prawnie rodziną jesteśmy od 1999 roku. Jestem szczęśliwą mamą. Moi chłopcy bardzo się zmienili. To zupełnie inne dzieci, a właściwie już młodzi mężczyźni. Nie ma agresji. „Duży” porozumiewa się za pomocą gestów, pracuje z komputerem. Jest samodzielny, jeździ na rowerze…
„Mały” chodzi, sam je, nie nosi pieluch, potrafi domagać się o swoje. I mogłabym tak wymieniać. Tyle już umieją i wciąż się uczą…
Ja nie wiem ile zdziałałam pracując z nimi, a ile zdziałała miłość, od której wszystko się zaczęło.
Droga…

Całe nasze życie to jakaś wielka terapia. Każda zabawa, każdy spacer, wyjazd ma cel. Czasem sama się z tego śmieję. Ktoś po prostu bierze dzieci na spacer, a ja zastanawiam się zawsze, czego w tym czasie możemy się uczyć, co poznać, co przypomnieć. Chłopcy już są dorośli, ale w wielu sprawach potrzebują wsparcia i prowadzenia jak dzieci. Trudno czasem pogodzić te dwie rzeczywistości. Godność dorosłego człowieka i to małe dziecko w nim. Gdy w naszej walce o ich rozwój pojawia się jakaś porażka, to tylko przez moment martwię się. Chwilę później już mam nowe pomysły, jak inaczej pokonać problem. Wciąż pojawiają się nowe osiągnięcia. Ile radości może dać samodzielne zjedzenie obiadu… Chłopcy wciąż potrafią czymś zaskoczyć. Wierzę, że, mimo iż mają po dwadzieścia kilka lat jeszcze nie jednego się nauczą i będą jeszcze bardziej samodzielni.
Dar!

To przy Wojtkach nauczyłam się kochać. Oni są otwarci i prawdziwi. Gdy ”Duży” widzi moją smutną twarz, sprawdza czy nic się nie stało, zagląda mi w oczy, uśmiecha się, próbuje mnie zmusić do uśmiechu i zawsze mu się to udaje. „Mały” trzymając mnie za rękę zagląda mi głęboko w oczy, uśmiecha się i nadstawia policzek do pocałunku. W ten sposób obaj – nie mówiąc – pokazują mi, że mnie Kochają.
Jestem głęboko przekonana, że chłopcy są darem dla mnie. Inaczej patrzę na świat. Istnienie osób niepełnosprawnych intelektualnie jest niepodważalnie potrzebne. Czasem zastanawiam się czy to jak Oni postrzegają świat nie jest bliższe prawdzie. Może to nasze patrzenie jest błędne, tak trudno ludziom na ulicy o uśmiech… Kiedyś Mały Wojtek śmiał się w tramwaju i usłyszałam, że przeszkadza… Ludzie w zabieganiu zapomnieli o zwykłych gestach, o sercu. Tego właśnie uczą mnie chłopcy.
Wojtki mają Dom i mają Mnie. Mają mamę i moją miłość. To prawdziwy Dar. Choć wciąż wydaje mi się, że Ja od nich otrzymałam znacznie więcej. Nasza wspólna droga wciąż trwa…

Ania (Mama Wojtków)
logo

20 odpowiedzi na „O mnie

  1. ~Magda S. pisze:

    Znamy się już trochę ale o początkach Waszej Miłości wiedziałam niewiele…
    To co napisałaś jest piękne…
    coś czuję, że Twój blog dodam do moich ulubionych;)
    Pozdrawiam
    Trzymaj się…

  2. Pani Aniu, jest Pani dla mnie Skarbnicą wiedzy! Och, jak ja uwielbiam czytać Pani mądre wpisy!!! Dopisuję się do listy stałych czytelników! Magda, mama Endorfinek (Roszka z zd i Bazylka z autyzmem)

  3. ~Ola pisze:

    Dobry wieczór. Obejrzałam właśnie reportaż w tv. Jestem pod mega wrażeniem i podziwiam co Państwo robicie dla tych super Wojtków. Serdecznie pozdrawiam i życze dużo dużo sił:) Będę tu bardzo chętnie zaglądac.

  4. ~belcia pisze:

    Serce rośnie – jest Pani wyjątkowa:)

  5. ~Ania pisze:

    Obejrzałam program o Państwa rodzinie, przeczytałam Pani bloga. Zastanawiam się jaka czeka mnie droga z moja córeczką 7 letnią autystką. Też zastanawiam się jak świat w niedalekiej już przyszłości przyjmie moją dorosłą córeczkę. Wciąż modlę się o jej uzdrowienie, ale i o dobrych mądrych ludzi wokół nas. Uściski gorące

  6. ~Marian pisze:

    Jestem pod wielkim wrażeniem, podziwiam i życzę wielu sukcesów bo szczęście już osiągneliście. Pozdrawiam

  7. ~Monika pisze:

    Chciałabym mieć takie wielkie serce jak Pani! Każde słowo wydaje mi się tutaj banalne, ale chciałabym przekazać, że bardzo Panią szanuję i podziwiam. Życzę wszystkim zdrowia, wytrwałości i uśmiechu.

  8. ~Barbara pisze:

    Niesamowicie piękne! Jestem pełna podziwu i uznania dla Pani. Dzięki takim ludziom jak Pani świat wydaje się być piękniejszy. Pozdrawiam serdecznie!!!! Barbara

  9. ~Qba pisze:

    Właściwie wszystko zostało powiedziane, podziwiam ludzi o tak WILKIM SERCU. pozdrawiam Panią, jak również męża co to dał się „złapać na podbite oko” Mega szacun dla Was obojga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *