Oni udają! – czyli o Wojtkach widzianych oczami trzech nieznajomych dziewczynek

Zamek w Czorsztynie

To, czym chcę się dziś z Wami podzielić, opowiadałam już na fanpegu chłopaków. Myślę jednak, że warto tą historię powtórzyć.  Zdarzyło się to w październiku, zeszłego roku. Byliśmy na wycieczce w Czorsztynie. Był piękny, słoneczny dzień. Prawdziwa złota jesień.

Kto nas już trochę zna, wie że przywiązujemy dużą wagę do wyglądu chłopaków. Myślę, że dzięki temu zupełnie inaczej są odbierani. Pierwsze wrażenie robimy na innych, tym jak wyglądamy.  Na co dzień spotykamy wielu ludzi, których tylko mijamy. Zostaje tylko wrażenie. Z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, choć nie tylko,  jest tak, że pierwsze co większość zauważa, to właśnie niepełnosprawność. Na tym jakby zostają. Dlatego dla mnie tak ważny jest wygląd chłopaków. Żeby ludzie mogli spojrzeć na nich inaczej. Wiem już po latach, że to działa.
A ta historia, może trochę z przymrużeniem oka, dobrze to pokazuje. Uwielbiam ją, dlatego chce się nią z Wami podzielić.

 

Idziemy sobie drogą od zamku w Czorsztynie. Nie jesteśmy sami.
Jest niedziela, słonecznie, więc sporo ludzi na wycieczkach.
Trzy małe dziewczynki (sześcio – siedmio latki) z ciocią idą w tym samym kierunku co my. Głośne, jak to dzieci. Trudno byłoby ich nie zauważyć. Ja lubię tę „głośność”, to taka radość, pełna dobrej zabawy.
Duży idzie jak zawsze, trochę z przodu, trochę sam i trochę sobie „dźwięczy”. W ręku trzyma spinnera, którego czasem przykłada do nosa. Kręci głową swoje ósemki.
Mały słucha muzyki z telefonu, bez słuchawek. Telefon ma ukryty w nerce zawieszonej ukośnie przez ramie. Idzie jak to Mały, dość szeroko, od czasu do czasu zaczepiając idących z na przeciwka.
Dziewczynki kiedy tylko dostrzegły naszych chłopaków od razu skupiły na nich całą swoją uwagę. Do tego stopnia, że my chyba staliśmy się dla nich niewidoczni. Dlatego mogliśmy spokojnie przyglądać się całej sytuacji.
– Patrz, on ma spinnera. – mówi najbardziej śmiała.
– Co on robi? – dopytuje druga, wskazując Małego.
– Nie wiem, ale musimy ich zobaczyć. Chodź, podbiegamy, szyyybko! – dodaje.
Dziewczynki biegną do przodu, wymijając nas i chłopaków. Przyglądają się Dużemu i Małemu z jeszcze większym zaciekawieniem.
Nagle jedna głośno stwierdza:
– Oooni udają!
– Patrz oni są normalni, tylko tak udają – potwierdza ta najodważniejsza…
 Dochodzimy do parkingu. Dziewczynki podbiegają do swojej cioci i dalej już idą razem.  My zatrzymujemy się przy aucie. Pakujemy się do środka. Kiedy już wszyscy siedzimy, Ja i Kigi wybuchamy śmiechem. Patrzymy w stronę gdzie już zniknęły trzy niezwykłe dziewczynki.
-No Panowie, czas skończyć udawać – kwituje Kigi. W lusterku przyglądam się Wojtkom i odjeżdżamy.

 

Ta historia robi mi dobry dzień. 😉

 


Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Oni udają! – czyli o Wojtkach widzianych oczami trzech nieznajomych dziewczynek

  1. Barbara Maćkowa pisze:

    Super dziewczyny. haha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.