Uparty – zbuntowany, czy dążący do celu?

I kto tu jest tak na serio uparty? 😉

Dorosłość…
Wciąż będę wracać do różnych spraw dotyczących tej „naszej dorosłości”. 
Nie tylko, żeby dzielić się z Wami naszymi doświadczeniami, ale też dlatego, żebyśmy my sami o tym nie zapominali.
Czasem chcielibyśmy żeby osoby pozostające pod naszą opieką, w stu procentach nam się podporządkowały. Zapominamy, że każdy ma prawo do autonomii, a my mamy być tylko i aż wsparciem i towarzyszami w ich życiu. Musimy dostrzegać ich odrębność i mimo, że czasem nie jest to zgodne z naszym myśleniem pozwalać na więcej.
U osób z zespołem Downa mówi się o „pseudo upartości”,  jest ona wynikiem wolniejszego przetwarzania informacji. I to jest fakt. Obserwujemy takie zachowanie u Małego Wojtka. Ale to nie znaczy, że nie bywa uparty w takim potocznym rozumieniu, czyli „stawianiu na swoim”. Często z perspektywy rodzica pojawia się myśl, „to nic że dorosły, powinien nas słuchać, bo my wiemy co jest dla niego najlepsze”.
A przecież on ma prawo widzieć to inaczej. Musimy w to uwierzyć. Ma prawo!

I sztuką wielką, ale niezbędną w życiu z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jest nauczyć się szanować zdanie podopiecznych. Oczywiście, że będą sytuacje, gdy to my „postawimy na swoim”, bo będzie chodzić np. o sprawy zdrowia i życia. Ale musimy nauczyć się zauważać odrębność naszych dzieci i pozwalać im być sobą.
Przecież nam też zdarza się być na nie. Z mojej perspektywy, może to nawet przybrać formę „focha”. Dlaczego więc tak trudno zaakceptować takie zachowanie u osoby niepełnosprawnej intelektualnie. Czemu tak łatwo przychodzi nam etykietowania „źle się zachowujesz” czy wręcz „jesteś niegrzeczny”. Ups. Facet ma 30 lat i jest niegrzeczny…
Dla mnie – być upartym – to nauka stawiania granic, to stawianie na swoim, to autonomia.
Co zatem możemy?
Możemy negocjować. To fajna forma. Uczy wyborów. Uczy, że w danej sytuacji jest więcej niż jedno rozwiązanie. Uczy szacunku do siebie nawzajem w rozmowie.
Argument, że osoba nie mówi… Jeśli tylko w jakikolwiek sposób się komunikuje, to wystarczy. A przecież właśnie nam komunikuje, że coś chce lub czegoś nie chce. Tylko my mamy odmienne zdanie.
Zaczęłam od osób z zespołem Downa, ale tylko dlatego, że wyszłam od „pseudo – upartości” jako pewnej ciekawostki.
Jednak sprawa dotyczy każdej osoby niepełnosprawnej intelektualnie.
Tak często nam opiekunom, rodzicom, terapeutom wydaje się, że wiemy najlepiej. A nawet jeśli mamy tę rację, to dlaczego nie możemy pozwolić naszym podopiecznym na popełnienie błędu?
Że będzie złość, frustracja, rozczarowanie… Te uczucia też są obecne w naszych dzieciach i też muszą się ich uczyć, właśnie po to, żeby w dalszej perspektywie umieli sobie z nimi radzić. A przecież nam też będzie wtedy łatwiej.
Pamiętam jak Duży uczył się wyborów. Na początku każda taka sytuacja, to był dramat. Chcę to… nieee…, chce to…! I tak bez końca. Musiałam mu pomagać. Wspierać. Czasem kończyło się dość dramatycznie. Jednak wiedziałam, że nigdy nic nie wychodzi od pierwszego razu. Pewnie, że pojawiało się zmęczenie. Pewnie, że czasem pojawiała się myśl, że może nam się nie udać.
Trzeba złapać oddech i znów prubować.
Co to znaczy „pozwolić osobie niepełnosprawnej intelektualnie być sobą”?
Każdy, również ten z niepełnosprawnością ma osobowość, charakter i predyspozycje do różnych rzeczy. Wychowując, ucząc, pracując z takim człowiekiem nie możemy zapominać, że każdy jest jedyny, niepowtarzalny i wyjątkowy. Wystarczy czasem przyjrzeć się co sprawia mu radość, co lubi, czego nie, to znaczy brać pod uwagę jego odrębność.
Bardzo łatwo byłoby nie dać szansy na rozwój Małemu Wojtkowi. Pamiętam jak słyszałam, że „on nie rokuje”.
Hmm… Każdego dnia nas zaskakuje. Na pierwsze efekty naszej pracy czekaliśmy długo, ale było warto!!! Jednak zawsze brałam pod uwagę, zdanie Wojtka. Nigdy nie robiliśmy nic na siłę, ale cierpliwie dzień po dniu.
Gdyby nie fakt, że naprawdę przez to przeszłam, pewnie pomyślała bym „łatwo się mówi, trudniej zrobić”, ale jesteśmy dowodem na to, że można.
A radość z kolejnych szczebli pokonanych przez chłopaków jest wielka. Nie tylko, że to satysfakcja, ale prostsze życie teraz.
Jedyne czego się nie da, to osiągnąć cokolwiek natychmiast. A to uczy nas cierpliwości, która przydaje się w życiu na każdym kroku. 😉

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Uparty – zbuntowany, czy dążący do celu?

  1. Barbara Maćkowa pisze:

    Uparty , zbuntowany ależ to normalne. I bardzo dobrze kiedy dziecko z niepełnosprawnościa intelektualną(przepraszam) młodzieniec, mężczyzna widzi innaczej niż my to jest bardzo pozytywny objaw. Niestety mój Maciek ciągle patrzy na mnie analizuje moje spojrzenie, minę gesty i odpowiada tak jakbym sobie tego życzyła. Jest w stanie w ciagu sekundy zmienić swoje preferencje jeżeli zauważy brak entuzjazmu z mojej strony. Niestety ale to nie dotyczy tylko mnie ale każdego od kogo jest w jakimś stopniu zależny. Jedynie na co sie nie zgadza to na zjedzenie duszonych ziemniaków, miodu, cytryny i cebuli. Dzisiaj np była taka sytuacja, że udało mi się zmusić go do samodzielnego wyboru. Wybieramy się jutro do Rzeszowa na floating. Maciek chce strasznie jechać pociągiem, ale kiedy ja powiedziałam że lepiej samochodem bo jest zimno i nie będziemy musieli stać na przystankach autobusowych itp itd. szybko sie zreflektował zaczął całować wnętrze samochodu, że on kocha autko. i jutro jedziemy autem. Jechalismy właśnie po bilety na jutrzejszy pociąg. Kiedy podeszliśmy do kasy Maciek zauważył moją niezadowolona minę i zaczął mnie z powrotem ciągnać do samochodu, przepraszać, całować że on już nie chce jechać pociągiem. Zatrzymałam sie na chwile i zapytałam Kochanie a czego chce Twoje serduszko, zastanowił się chwilę i nieśmiało cichutko powiedział: pociągiem i zaraz potem dodał – mamusi nie będą bolały rączki od kierowania. Boże staram się mu dać jak najwięcej ciepła i miłości, dlaczego on się boi postawić na swoim. Oczywiście kupiłam bilety na pociąg i powiedziałam, że ja też wolę jechać pociągiem i cieszę się że mnie do tego namówił.

    • ania.wojtkowa pisze:

      Jeśli mogę coś podpowiedzieć…
      Zacznę jednak od tego, że po tym co piszesz widać jak dla Maćka jest ważna akceptacja innych i jak boi się jej utracić. Widać też jak ważne są emocje mamy dla niego.
      Żeby Maciek mógł poczuć się pewnie i jeśli Tobie Basiu zależy na tym, by umiał zawalczyć o to czego chce, bronić swojego zdania, na początku jest potrzebne Twoje wsparcie.
      Jeśli chcesz żeby to on dokonywał wyborów, to musisz je akceptować, czyli nie może zobaczyć Twojego zniechęcenia. Musisz być na „wow”, „super pomysł” i wtedy powoli poczuje, że jego wybory są dobre, a z czasem nauczy się ich bronić, ale wtedy to już nie będzie lekko (oczywiście żartuję).
      Myślę, że też ważne by było gdybyś pytała Maćka w formie pierwszej osoby „Czego Ty Maciek (Maciuś) chcesz?” zamiast „Czego chce Twoje serduszko, czy czego chce Maciuś?” To też wzmocni myślenie Maćka o sobie „kim ja jestem”.
      Ściskam Was mocno
      Ania
      Ps. My też dawno nie jeździliśmy pociągiem i chyba musimy się gdzieś wybrać, bo Mały też to lubi. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *