Chciało by się więcej i więcej – czy mogłam zrobić więcej dla Wojtów

Wakacyjna sielska niedziela…

A dzięki Wojtkowi Małemu to będzie długi dzień, czyli więcej dobrego czasu! Wstaliśmy o 3.30. 🙂

Dzisiejszy wpis jednak nie będzie wakacyjny, a refleksyjny. Jakoś tak czasem człowiek ma…

2016-07-21 17.51.00-1

Gdybym wcześniej poznała Wojtków, gdyby mieli więcej szczęścia może…

Dla każdego rodzica bardzo ważne jest, żeby dziecko było zdrowe…
Rodzice spodziewający się dziecka mówią: „nie ważne czy dziewczynka, czy chłopiec byle zdrowe było”.


Jak jest jeśli tego „zdrowia” nie ma?
Zaczyna się walka… każdego dnia.
Pisząc „zdrowie” robię taki mały wybieg, bo wcale nie myślę o chorobach, a o wadach genetycznych, zaburzeniach…
Myślę o dzieciach z niepełnosprawnościami.
Jeśli walka toczy się z konkretną chorobą, to zupełnie inna historia, ale ja będę pisać o niepełnosprawności.
Walka jest podobna, tylko rodzice muszą zrozumieć i pogodzić się z faktem, że skoro to z czym boryka się ich dziecko nie jest chorobą, nie można mówić o wyleczeniu.
Można, a nawet trzeba wspierać szeroko rozumiany rozwój dziecka i robić wszystko, aby ono mogło jak najlepiej funkcjonować, jako dziecko, a kiedyś jako dorosły człowiek. Funkcjonować na wielu płaszczyznach.
Wspaniale jest jeśli może osiągnąć samodzielność w życiu, w społeczeństwie, w świecie.

Nie wszystkim jednak się to uda. Niektórzy tak jak moi chłopcy będą potrzebować więcej wsparcia. Ale i wtedy stawiamy im wymagania i dajemy możliwość zdobywania kolejnych szczebli na drabinie samodzielności. Nie zniechęcając się porażkami i ciesząc każdym nowym osiągnięciem. Ważne jest to, że nie możemy ich wyręczać i zabierać szansę na więcej i więcej tych szczebelków.
Jeszcze jedno – bardzo ważne – robić wszystko, żeby dać dziecku poczucie bezpieczeństwa i prawdziwego szczęścia. Żeby w walce o lepsze życie nie utracić z oczu jego potrzeby radości.
To nie jest proste, bo wciąż towarzyszy nam pytanie: czy mogliśmy zrobić więcej?

Mnie też towarzyszy taka myśl… Gdybym wcześniej poznała Wojtków, gdybym szybciej zabrała ich z DPS-u. Gdybym więcej z siebie dała…

Czy wtedy ich życie nie byłoby lepsze… Może Duży by był jeszcze bardziej samodzielny… Może Mały by mówił… Może, może, może…
Ale tak, też czasem pojawia się we mnie takie „może”.
Z czego to wynika?
Z lęku. Z lęku o ich przyszłość.
Wiem, że robię dla nich wszystko co mogę, a może nawet więcej… Ale trudno pozbawiać się myślenia o tym, co by było gdyby. To nic dziwnego, że zastanawiam się jakby wyglądało życie moich chłopaków gdyby byli pełno sprawni. Przecież chcę dla nich tego co najlepsze.

Kiedyś miałam taki sen, że Jan Paweł II podarował mi dla chłopców sylikonową nakładkę na język. Jak tylko założyłam ją chłopakom na języki zaczynali mówić, ale nie tylko. Jej moc sprawiała więcej, nagle byli zwyczajnymi chłopakami, bez ich ograniczeń. Siedzieliśmy przy stole i prowadziliśmy normalną rozmowę o życiu nastolatków.
Kiedy się obudziłam poczułam smutek. Chciałam znów zasnąć, żeby móc jeszcze chwilę porozmawiać z chłopakami. Miałam wrażenie, że ta nakładka jest gdzieś w domu, tylko muszę jej poszukać.
Wciąż mocno w mojej pamięci jest obecny ten sen.

To tak jak w filmie „Przebudzenie” Penny Marshall z 1990 roku. Przez tą chwilę ich przebudzenia miałam szansę z nimi porozmawiać i teraz mogę na nich patrzeć inaczej.
Myślę teraz z perspektywy czasu, że to ja stałam się tą nakładką na języki Wojtków. To ja pomagam im kontaktować się ze światem. To ja często jestem ich tłumaczem w kontakcie z innymi ludźmi.
Ale również im objaśniam zasady panujące np w życiu społecznym, które wcale nie są takie oczywiste. 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Chciało by się więcej i więcej – czy mogłam zrobić więcej dla Wojtów

  1. ~Barbara Maćkowa pisze:

    Całe nasze życie polega na podejmowaniu decyzji, nie jesteśmy Bogami tylko ludźmi więc często błądzimy , nigdy tez nie wiemy czy inna decyzja nie byłaby gorsza niż ta która podjęliśmy. Prosta zasada kierować się sercem i intuicja która nam kobietom zawsze słusznie podpowiada tylko czasem nie mamy czasu sie w nią wsłuchać, nie wierzymy jej. Przekonałam się o tym czytając książkę „Biegnąca z wilkami” Clarisy Pinkoli Estees. Dzieki temu odkryłam niesamowita prawdę a mianowicie taką że każda decyzja którą podejmujemy z woli serca jest słuszna musimy jednakże mocno w to wierzyć i być konsekwentnym bo drzemie w nas niesamowita siła , siła pierwotnej wilczycy która jest w stanie każdego zagryźć kto stanie jej na drodze, ona wie co robi i się nie zastanawia. Kilka lat temu wyszłam za mąż za ojca mojego syna gdyż wydawało mi się że tak będzie dobrze bo dziecko powinno wychowywać sie w pełnej rodzinie a o ojciec tez jest potrzebny doszła do tego presja mojej rodziny. Miałam wyraźny głos intuicji i wiele sygnałów ale jej nie posłuchałam, byłam zbyt słaba aby sprzeciwić się woli ogółu. Próbując cementować „rodzine” zaniedbałam syna, Maciek zatrzymał sie w rozwoju bo nie dość że żył w klimacie o niesprzyjajacych warunkach to jeszcze „tatuś” deptał jego godność hołubiąc dorosłe i wykształcone acz rozpieszczone córeczki z poprzedniego małżeństwa. Byłam na skraju depresji, omal nie straciłam dachu nad głową .Aż wreszczie walnęłam pięścią w stół koniec, teraz wracamy z Maćkiem do źródeł . Popełniłam błąd wychodząc za mąż? nie ! Popełniłam błąd biorąc rozwód? nie! Straciłam tylko męża, matkę , brata siostrę – czyżby? Odsunęłam tylko ze swojego otoczenia ludzi którzy źle nam życzyli, hipokrytów którzy płaszczą sie przed byłym prominentem bo ma znajomości i może coś załatwić. Ale najważniesze odzyskałam SIEBIE, gdyby nie te wszystkie błędne decyzje nigdy bym się o tym nie przekonała i ciągle żyła jak dziecko we mgle. Wiem że straciłam wiele czasu, gdybym nie związała się z ojcem Maćka to………………………….. to może wiecej czasu bym mu poświęciła i zaszedłby dalej w swoim rozwoju, a może nie zyskałabym tej siły którą mam , żyłabym w otoczeniu ludzi którzy ciągle wywierają presję , którzy dręczyli by mnie wyrzutami że odebrałam dziecku szansę na „normalna rodzinę” . Tak niczego nie żąłuję.
    Aniu to był dobry czas kiedy spotkałaś Wojtków , bo być może gdybyś ich spotkała wcześniej sama nie byłabyś gotowa na tę decyzję albo nie zwróciłabyś na nich swojej uwagi i wtedy na zawsze los odebrałby im szansę na to co mają . To co się stało jest cudowne, dostali wspaniały dar od losu- CIEBIE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *