Kilka cudownych dni w domu z moich snów

Nasi przyjaciele zaprosili nas na kilka dni na wieś. Pogorzany koło Szczyrzyca, to miejsce pełne wspomnień, choć dom dla nas nieznany. 🙂
Z jednej strony to powód do mega radości, z drugiej jednak lęk. Zawsze gdy idziemy do kogoś z Wojtkami, ja wracam bardzo zmęczona. Pełna kontrola by nic nieakceptowalnego się nie wydarzyło. Duży w emocjach może zmniejszyć ilość filiżanek, talerzyków bez względu na to, czy pochodzą z rodowej zastawy, czy to komplet nie do pary. Będzie w emocjach czekał na kawę, chętnie zje obiad, ale tak do końca nigdy nie wiemy co nagle może zaburzyć jego spokój. Ma swój sposób na przetrwanie takich wizyt, znajduje sobie wygodną kanapę, prosi o poduszkę i koc i kładzie się odwrócony do wszystkich delikatnie pisząc – plecami. 😉 Wstaje by coś zjeść, wypić kawę i znów się kładzie. Na szczęście poruszamy się w środowisku, które lubi naszych synów, więc nikt nie komentuje tego dziwnego sposobu wizyty. No pewnie po części w związku z tym nie jesteśmy częstymi gośćmi. To jednak dla matki mimo wszystko pewien stres. Mały Wojtek ma muzykę.

To jego sposób na lekkie odcięcie się od bodźców, które mogą go męczyć. Obaj mogą też zdecydować, że jednak już chcą wyjść i nawet jeśli to jeszcze przed deserem, nie będzie to miało najmniejszego znaczenia.
Szczerze, bardzo chciałam żebyśmy pojechali, a z drugiej strony cały czas myślałam, że to będzie dla mnie mega wysiłek. Nie wiem, czy ktoś kto tego nie przeżywa wie co to znaczy pełna kontrola sytuacji cały czas. To powoduje zmęczenie psychiczne i fizyczne, wszystkie mięśnie po-napinane i nie można nawet na chwilę odpuścić. Trudno z takich wizyt nawet u bliskich przyjaciół czerpać przyjemność.
Tym razem wszystko wyglądało inaczej, no może nie wszystko, ale to i tak bez znaczenia.
Dlaczego?
To chyba bardzo proste i nie chodzi o akceptację, bo sama akceptacja to jednak za mało. To, że kogoś akceptujemy nie musi się równać temu, że go lubimy. Teraz to widzę jeszcze bardziej. Duży Wojtek codziennie odnosił filiżanki i talerzyki po posiłkach do kuchni. Sam to zaproponował i o ile w pierwszym momencie pomyślałam, że to nie jest rozsądne, w drugim przyszła myśl żeby dać mu szansę. Odnosi, układa pomaga i szkło wcale nie jest przeszkodą. Czuje się tu tak dobrze, że nawet dla matki to stał się czas prawdziwego relaksu. Aktywnie bierze udział w życiu domu i jest szczęśliwy.
I nawet jeśli była jakaś mała wpadka, jeśli nawet nie wszystko było idealnie, to mogliśmy czuć się dobrze. Jak wiele zależy od ludzi… To właśnie oni tworzą dom.
Zrozumiałam też czego brakuje mi w relacjach z innymi. Tak jak napisałam akceptacja, to za mało. Akceptacja jest mimo wszystko blisko obojętności, a ja dla Wojtków chcę od ludzi czegoś więcej. Szukam właściwego słowa i chyba trudno mi je znaleźć. Nie mówię też, że chodzi mi o wszystkich, nie. Chodzi mi o to bym mogła nie zastanawiać się nad tym jak Wojtki będą odebrani gdy ich zachowanie będzie odstawało od ogólnie przyjętego. Pewnie dużo wymagam… a może wcale nie.
Ola i Kuba, którzy nas zaprosili są rodzicami maleńkiego Janka. Wojtek co jakiś czas głaskał Janka, albo chwytał go dwoma palcami za rączkę i lekko potrząsał, przytula to Olę to Kubę, nawet był przy kąpaniu malucha i czuł się taki ważny. 🙂 To pokazuje, że jeśli jesteśmy w miejscu, gdzie wszyscy mogą być sobą, gdzie nie trzeba kontroli z matki strony, bo nie ma w niej lęku, że jakieś zachowanie synów zostanie ocenione, to wszystko jest możliwe. Może być jak w domu.
Mały Wojtek odkrył pełen dzban drewnianych łyżek i zachwycony co rusz przynosił sobie inną. To nawet lepiej niż w domu. 😉 Kiedy widział przyzwalający wyraz twarzy Kuby z entuzjazmem układał obok siebie kolejne zdobycze. Muzyka i drewniane łyżki. Czego można chcieć więcej? 🙂
Trochę się matka też martwiła jak zobaczyła schody czy raczej drabinę 😉 którymi mieliśmy wejść do naszej sypialni. Pierwsza myśl – czy Mały da radę, ale nie dałam się porwać tej myśli i z moją niewielką pomocą Mały szybko wspiął się do góry. W dół szybko opracował własny system i schodził już całkiem sam. 🙂 Czasem chodzi tylko o to, że w nas jest lęk, nie w naszych synach. 🙂
Czas upływał nam sielsko. Spacery do lasu, takie bez konkretnego celu, bez wyznaczonego czasu. Wiecie że kiedyś matka od zadań specjalnych myślała, że każdy spacer musi mieć cel najlepiej terapeutyczny… Można wtedy zapomnieć jaki spacer może być cudowny. Na szczęście dawno już matka zmądrzała. 😉 Zbieraliśmy grzyby i jagody. Piliśmy najlepsze piwo na świecie i zwyczajnie cieszyliśmy się każdą chwilą. Nawet deszczowy dzień nie musi być kiepski. 🙂 Było wspólne ognisko, rozmowy i cudownego relaksu dla rodziców w saunie. 😉
Wszystko co dobre jednak podobno musi się kończyć, choć ja wolę myśleć, że to czas oczekiwania na kolejne dobro w naszym życiu.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nasze wędrowanie, Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Kilka cudownych dni w domu z moich snów

  1. Dorota pisze:

    Aniu, jak ja doskonale rozumiem ten stan ciągłego napięcia i kontroli. Marzy mi się taki właśnie wyjazd jak ten Wasz. Mamy przyjaciół, którzy akceptuję naszego autystycznego syna ale czy potrafię się tak całkiem przy nich wyluzować?🤔 Chyba jeszcze nie. Pozdrawiam i życzę wielu takich pięknych wyjazdów.

    • ania.wojtkowa pisze:

      Ale ja też nie byłam gotowa. To się stało bez mojej gotowości. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale pewnie ten lęk gdzieś zawsze będzie, ale wiem też, że nie musi być tak mocny. To co że nie będzie idealnie? Jeśli tylko jesteśmy z ludźmi dla których jesteśmy ważni, to nie będzie miało znaczenia. Powoli to do mnie dociera. Mam nadzieję, że też to poczujesz. Choć zamiast czekać na taki moment lepiej podjąć ryzyko i spróbować. 😉
      Pozdrawiam ciepło.

  2. Ala pisze:

    A ja myślałam, że to tylko ja tak mam: to napięcie czy dam radę wszystko ogarnąć, skontrolować. To takie trudne i ciężko się z tego wyzwolić.

    • ania.wojtkowa pisze:

      No właśnie… Takie trudne… Może kiedyś uda się tego pozbyć… Tego Tobie, ale i wciąż sobie życzę. 🙂

  3. HANIA OD ANIELKI pisze:

    Aniu ja także mam mega spiecie gdy jesteśmy poza domem, ale to nie z powodu jak będziemy odebrania przez otoczenie ale raczej z tego powodu że Anielka ma wiele jeszcze zachowan nie do przewidzenia😃

    • ania.wojtkowa pisze:

      No mnie już raczej nic nowego nie zaskoczy, ale to co może się wydarzyć i o czym wiem spina mnie właśnie dlatego, że to tworzy obraz chłopaków. Ech… Ale już wiem, że jeśli dla kogoś moi synowie są ważni to przestaje mieć znaczenie. Powoli to do puszczam. 🙂

  4. HANIA OD ANIELKI pisze:

    A poza tym to super wyglądacie na tych zdjęciach 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.