W palarni kawy – nie tylko smaki ale i zapachy

2016-01-26 14.38.41-1

 

Kawa to dla Dużego nie tylko napój , to coś znacznie więcej.
Każdego dnia jak tylko Wojtek zje śniadanie, jak mantra zaczyna pojawiać się pytanie  – czy na pewno będzie obiad? 🙂 Bo to właśnie po obiedzie nastawiamy minutnik, którego dźwięk sprawia , że już prawie pachnie kawą w domu. 🙂 Ten rytuał jest czymś dobrym nie tylko dla Wojtka. Do kawy wszak siadamy razem. To taka przyjemna chwila… przez moment czas biegnie wolniej, w rytm łyków wypijanej kawy. 🙂

Zawsze do kawy jest ciastko. Bardzo rzadko zdarza się, że jest ono kupione. Rytuał nakazuje, aby to było coś zrobionego z mamą w domu. 🙂
Oprócz kawy tej po obiedzie, często bywamy w kawiarniach. Te kawy z kawiarni nie liczą się jako rytuał. To taka dodatkowa przyjemność. Duży uwielbia bywać… Mamy swoje ulubione miejsca.
W palarni kawy na Kamiennej bywamy raczej rzadko. Choć na zimowy dzień to cudowne miejsce z kominkiem. Dziś wprawdzie zamiast śniegu był deszcz, ale przy kominku mogliśmy wysuszyć kurtki. 🙂
Dzisiejsza wizyta była jednak niezwykła, bo nie tylko smakowaliśmy ulubiony napój Dużego, ale mogliśmy poznać tajemnicę wypalania kawy. Wojtek był zachwycony. Zresztą i dla Nas była to bardzo pochłaniająca historia.
Pani, która zdradzała nam tajemnicę tego drogocennego ziarna, swoją opowieścią sprawiła, że z moich ust co jakiś czas wydobywało się tylko „łał”, jako wyraz zachwytu. Mogliśmy zobaczyć jak zmienia się kolor ziaren kawy. Wojtek z lękiem dotykał rozgrzane ziarenko, ale ciekawość była zbyt duża żeby nie spróbować. 🙂
Zapach wypalanej kawy jest zupełnie inny niż do tej pory myśleliśmy. Pachnie raczej wypiekanym chlebem. Dopiero po kilku dniach od wypalenia nabiera tego zapachu, o którym myślimy wyobrażając sobie taką palarnię. 🙂
Gdy Pani otworzyła spust bębna i jak lawina posypały się ziarna, w naszą stronę buchło ciepłym powietrzem. Wojtek aż odskoczył. W emocjach trochę się przestraszył… tego ciepła, czy tej lawiny kawy… nie wiem. Chwilę później znów zachwycony przyglądał się dalej temu jak Pani łopatką mieszała ziarna.
Zbliżył się do pieca już całkiem odważnie i wciąż wąchał z zaciekawieniem… chyba innego zapachu się spodziewał… a może ten zapach tak go pochłonął. 🙂
Ożywił się bardzo i prosił żebym nabrała tych ziaren, bo On chciałby żebyśmy zabrali je do domu. 🙂 Ta kawa musi jednak poczekać… jej proces jeszcze się nie zakończył. Dopiero za kilka dni będzie można ją smakować, ale oczywiście kupiliśmy małą paczuszkę pysznego aromatycznego czarnego złota. 🙂
Dzięki temu będziemy mogli jeszcze dłużej cieszyć się tą niezwykłą wizytą.
Dziękujemy Pani… z palarni KELLERAN za tą niezwykłą przygodę z ulubionym napojem Dużego Wojtka.
Niestety jesteśmy „gapy” i nie znamy imienia naszej mistrzyni kawy. 🙂

 

Dla Małego Wojtka, pewnie to nie było tak ciekawe, ale On miał swoją muzykę i wypił dobrą herbatę, dzięki czemu mógł się rozgrzać. 🙂

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *