Facepaiting – czyli o początku naszej przygody z malowaniem twarzy

2016-03-04 17.39.59 a
Pisałam, że byliśmy ostatnio na obozie.
Pisałam, że Duży dał się namówić na malowanie twarzy na tym wyjeździe.
Ostatnio na FB wciąż umieszczam zdjęcia naszych pomalowanych buziek. 🙂
Od czasu powrotu Duży Wojtek chciałby codziennie malować twarz.

Nie tylko, że to On chce być pomalowany, ale i chce malować Nas. Ja tutaj jestem głównym artystą i panuję nad tym, aby wzory były ciekawe i zachwycały Dużego. 🙂
Jak sobie przypomnę Wojtka, który nie pozwolił namalować na buzi nawet kropki, to aż uwierzyć nie mogę, w to co teraz wyprawiamy. Dawniej od razu biegł do łazienki szybko zmyć wszystko z buzi.
Kiedyś namówiłam go na malutki rysunek na policzku. To była flaga. Wytrzymał kilka minut, ale cały czas się upewniał, czy zaraz pójdziemy się umyć? Potem za każdym razem już protestował.
W ubiegłym roku, w czasie rodzinnego festynu pod Wawelem, jedną z atrakcji było właśnie malowanie twarzy. Patrzyliśmy jak dziewczyny malowały dzieciaki i nie tylko dzieciaki. 🙂
Jednak Duży zdecydowanie odmówił takich atrakcji. Zresztą jeszcze bardziej protestował Mały. Jego, to nawet nie próbowałam przekonywać wiedząc, że to się nie uda. Nie dość, że malowanie twarzy to jeszcze zupełnie obce osoby. 🙂
W czasie obozu Dużemu malowanie twarzy jednak bardzo się spodobało. Najpierw trochę chciał i nie chciał… To znaczy zmieniał decyzję co pół minuty. Dla Nas to nic nowego. Trzeba trochę przeczekać.  A gdy już podjął ostateczną decyzję, to okazało się, że to może być całkiem fajne, a jeszcze wszyscy patrzyli z zachwytem na obraz na jego twarzy. 🙂
Mały był bardziej oporny. Cudem udało nam się go przekonać, żeby na jego policzku namalować tylko nutki. Szybko je starł ręką i to byłoby na tyle jak chodzi o malowanie Małego.
Duży wieczorem po przedstawieniu z pomalowaną twarzą został Gwiazdą. Śpiewał do mikrofonu i to co śpiewali wszyscy nie miało żadnego znaczenia. On sam był muzyką. 🙂
Następnego dnia od rana dopytywał o malowanie twarzy. 🙂 Możecie sobie wyobrazić jak bardzo byłam zaskoczona. Tego dnia była dyskoteka, więc nawet było i uzasadnienie żeby znów pomalować twarz.
A tu chyba moje największe zaskoczenie. Już od bardzo dawna Wojtek na obozach nie uczestniczył w dyskotekach. Gdy tylko słyszał, że będzie zabawa, zatykał uszy i mówił, że chce się położyć. Choć trochę było mi szkoda, bo On na prawdę fajnie tańczy i kiedyś dobrze się bawił, godziłam się z tym.
Tym razem z pomalowaną twarzą postanowił, że będzie na dyskotece.
Trochę pośpiewał znów do mikrofonu – to też mu się bardzo spodobało. Zresztą przyznam Wam w sekrecie, że troszkę mu zazdroszczę. Sama bym tak pośpiewała. 😉
Trochę potańczył ze mną i wytrwał jakieś pół godziny.
Byliśmy z Kigi pod wielkim wrażeniem.
No, a po powrocie do domu Wojtek wciąż chce malować twarz. 🙂 Oglądamy różne obrazki i sam określa kim chce być. Ja staram się, żeby te malunki mu się podobały. Potem z moją pomocą maluje mnie, Kigi, no i udało mu się przekonać Małego do tej zabawy, co chyba dla mnie jest najbardziej zaskakujące. 🙂 O ile Nam Mały nie dał się przekonać, to jakoś patrząc na Dużego z pomalowaną już twarzą przestał się opierać. Trochę zaskoczony, ale i ciekawy. Niestety wciąż bardzo trudno namówić Małego na patrzenie w lustro, a przecież warto. 🙂 Udało mi się, za to nagrać go kamerką w telefonie i wtedy z zaciekawieniem przyglądał się swojej twarzy. 🙂
Duży natomiast zastyga przed lustrem i niemal kontempluje swoje odbicie. Widać, że jest z niego bardzo zadowolony. Może tak stać nawet 20 minut, a może i dłużej. 🙂
Czy to tylko zabawa, czy działanie terapeutyczne?
Każde działanie, które wpływa na rozwój ma sens. Terapia po przez zabawę. Wspólnie spędzony czas. Budowanie więzi, zaufania. Jak również stymulowanie i uwrażliwianie. To na pewno nie tylko malowanie. 🙂
Oczywiście, nie jest tak, że każde dziecko i nie tylko dziecko 🙂 od razu w to wejdzie. A może zupełnie nie. Wtedy szukamy innych pomysłów. Będą i takie tutaj. 🙂
Ale pamiętajmy o ważnej rzeczy. Nasze zaangażowanie jest bardzo ważne. Jeśli my powiemy, że bawimy się w malowanie, ale mamy i taty nie malujemy, bo mama dopiero co robiła maseczkę, a tata to ma alergię, to zabawa nie ma sensu. 🙂
Jednym zdaniem: zachęcam wszystkich do próbowania różnych form spędzania czasu z dziećmi tymi małymi ale i całkiem duzymi!
Ten nasz wspólny czas jest czymś co zawsze będzie nasze i wierzcie mi będziecie to wspominać i cieszyć się tym przez wiele lat. 🙂
Zapraszam do obejrzenia zdjęć: tutaj

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Facepaiting – czyli o początku naszej przygody z malowaniem twarzy

  1. ~aga pisze:

    malujecie obłędnie, napisz jeszcze jakimi farbami się malujecie, albo na meila lepiej, żeby pseudo reklamy nie uprawiać 🙂

    • ania.wojtkowa pisze:

      Ok, wyślę Ci na mail info o farbach. 🙂 Oczywiście to farby do ciała, antyalergiczne, więc bezpieczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *