Dobro przyciąga Dobro – czyli nasze wakacje, część 2

Czas na drugą część wakacyjnych opowieści.
Wszak za oknem ponuro i deszczowo. Na telewizorze wyświetlamy kominek z trzaskającym ogniem, więc wspomnienia w mojej głowie same przewijają się, jak film. 

 2017-11-13-19-06-37_wm

We wrześniu, jak co roku pojechaliśmy na obóz z Łanową.

Szczyrzyc, to kraina jabłoni. Nie umiem tego wyjaśnić, ale ten widok mnie zachwyca za każdym razem tak samo, a to już trzeci obóz w tym miejscu.
W tym roku było nas dużo więcej. Mam wrażenie, że nie udało mi się wszystkich poznać.
Uprzejmie proszę o wybaczenie.  😎
Czas obozu ma swój rytm.
Są atrakcje „wyjazdowe” i na terenie ośrodka.
Niestety wrzesień nas nie rozpieszczał i więcej było deszczu niż słońca.
Były kulki (zwane figloparkiem lub małpim gajem, w którym są baseny z piłeczkami, różne zjeżdżalnie itp.), były psy, był basen kryty, były konie i festiwal koloru.
Było przedstawienie i dyskoteka. Duży w przedstawieniu grał kolorowego ptaka, a Mały cieszył się z dyskoteki. Wizyta w Ochotniczej Straży Pożarnej czyli głośne syreny i woda z sikawki! 😀 Były też zamki do skakania, malowanie twarzy i wata cukrowa.
Czas wspaniałej zabawy dla podopiecznych, ale nie tylko. W czasie obozu przez chwilę wszyscy mogą być jak dzieci. Skaczemy, jemy watę cukrową i cieszymy się każdym momentem. Dla podopiecznych, którzy na co dzień mieszkają w Domu Pomocy Społecznej, to również czas odkrywania relacji bliskości. Relacji z kimś kto może być opiekunem, a może być przyjacielem, a nawet kimś więcej. Relacje tu budowane trwają długo i dają obu stronom dużo dobra. Choć powroty z obozów, do wesołych nie należą, wszyscy wiedzą, że jeszcze będą się widywać, a za pół roku znów będzie wyjazd.
Dla Wojtków, to również bardzo wyczekiwany czas i smutek kiedy obóz się kończy, też jest znanym uczuciem. Jednak oni wracają do domu, w którym nie brak poczucia bycia kochanym.
Wojtki jak wszyscy korzystają z atrakcji, wybierają te, które im się podobają, odrzucają te, które nie są im bliskie. A gdy mają przesyt mocnych bodźców, atrakcji i głośnych dźwięków zabieramy ich do lasu. Tam cisza koi chłopaków, a przy okazji zbieramy grzyby, bo to uwielbiamy. W tym roku nakręciliśmy się na rydze.  😉
Choć nie można zapominać, że dla Dużego wyjazd z „Łanową”, to czas poważnych obowiązków, ale jednocześnie mega szczęścia. Pranie w takiej ilości nigdy nie przydarzy się w domu. Oczywiście ja mu w tym cały czas towarzysze, pomagam, ale przecież to tylko dla Niego się na to decyduję. On kocha pranie, ja kocham Wojtka. 😉 Nie da się pominąć też faktu, że w tym roku mieszkaliśmy w budynku, w którym na samym dole była restauracja i na kawę Duży zjeżdżał windą. 😉 A tam oprócz kawy najlepsze piwo miodowe na świecie. 🙂
Jak kiedyś będziecie w Szczyrzycu, to koniecznie idźcie do Marysieńki na miodowe. Najlepsze. 😎

 

W październiku zupełnie nieoczekiwanie wylądowaliśmy w Nowym Targu.
Ja w ramach Nowotarskiego Tygodnia Bliskości opowiadałam o rodzicielstwie w kontekście rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi. Wszak moje Wojtki zanim dorosły też były dziećmi. 🙂
No i zamiast pojechać sama, dzięki dobrym ludziom mogliśmy być tam wszyscy razem.
Cudowny czas wędrówek po górach, ale nie tylko. Zachwytów kolorami jesieni i doświadczaniu takiego spokoju i szczęścia, że na pewno musimy tam wrócić.
Odkryliśmy też Nowy Targ jako zupełnie inne miejsce.
Do tego października kojarzył mi się tylko z drogą do Zakopanego. Zawsze w tym mieście z tyłu głowy pojawiała się myśl „A to jeszcze pół godziny” i tyle.
A tu można wybrać się na Turbacz i to nie jednym szlakiem.
Z naszego doświadczenia warto wejść żółtym szlakiem, a zejść zielonym.
Ten zielony jest w przewodnikach zachwalany jako widokowy i to prawda, ale jeśli nim będziemy wchodzić, to tak na prawdę widoki mamy za plecami. 😉 Dlatego zejście nim daje dużo więcej radości. A żółty trochę dłuższy, ale i łagodniejszy też może zachwycić. Zielony jest miejscami dość stromy i pewnie z Małym Wojtkiem trudno byłoby nam się wdrapać. Przy schodzeniu, to łatwiejsze. Trudne było jednak dla niego pokonywanie bardzo kamienistych odcinków. Z jego wadą wzroku było to wyzwaniem.
Dla nas to była też cudowna wycieczka, bo jak nie możesz kogoś spotkać w Krakowie, choć wydaje się to prostsze, zawsze jest szansa na spotkanie na Turbaczu. (Prawda Gosia?)  😀
Nie wiedzieliśmy o tym, że w Nowym Targu są torfowiska i zupełnie płaskie tereny do wędrowania i podziwiania.
Rezerwat Bór na Czerwonym z drewnianymi kładkami edukacyjnymi i tarasem widokowym na samej kopule torfowiska, z którego oprócz oglądania unikatowej fauny i flory, można podziwiać panoramę Tatr to niezwykłe miejsce. A chodzenie po nasiąkniętym mchu, to super zabawa sensoryczna. Polecamy bardzo to miejsce. Można np. jadąc do Zakopanego odbić na chwilę w Nowym Targu i zrobić sobie taki troszkę dłuższy postój, a przy okazji zobaczyć coś niezwykłego.
Byliśmy też w Kluszkowcach u znajomych na kawie. Prowadzą tam fajny pensjonat Willa Jordanówka nad samym jeziorem Czorsztyńskim. Bardzo nam się tam spodobało. A w pobliżu bacówka i chyba najlepszy bundz jaki do tej pory jadłam. A żętycy wypiliśmy tyle, że ho ho! 😉
No i piknik mieliśmy z widokiem na dwa zamki. Ten w Czorsztynie i ten w Niedzicy.
I jeszcze pomysł na wycieczkę całodniową. Zwiedzanie zamku w Czorsztynie potem statkiem na zamek w Niedzicy i zaporę. A potem znów statkiem do Czorsztyna. Dla Wojtków była to super wyprawa, choć tego dnia pogoda była w kratkę.
Byliśmy w Szczawnicy. Oczywiście nie mogliśmy nie skosztować wód zdrojowych. Mały Wojtek doprowadził nas do śmiechu, bo pijąc ponoć najgorszą w smaku wodę głośno mlaskał i chciał jeszcze. Duży za to przy najbardziej neutralnej miał cierpienie wypisane na twarzy. 😀
Jechaliśmy kolejką na Palenicę. Byliśmy w okolicach Trzech Koron. Choć te raczej podziwialiśmy z dołu. Błoto po deszczach nas lekko zniechęciło na wędrówkę w góry.  Ale byliśmy też na Słowacji w Czerwonym Klasztorze. Oj wędrowaliśmy i wędrowaliśmy…
No i zapomniałabym o najważniejszej atrakcji dla Dużego Wojtka. 😉 😀
Wypad do Zakopanego do pralni samoobsługowej!!!

 

Czas płynął bardzo szybko i nawet nie zauważyliśmy kiedy trzeba było wracać. Duży upewniał się wiele razy, czy jeszcze wrócimy tu do Nowego Targu na Kowaniec, gdzie mieszkaliśmy. Obiecaliśmy mu, że tak. Mam nadzieję, że dotrzymamy słowa. 😉

 

Wszystkim dzięki którym spotkało nas tyle dobrych rzeczy w czasie tych wakacji, nad morzem w Łebie,  na obozie w Szczyrzycu  i w Nowym Targu  – BARDZO DZIĘKUJEMY. 
Może tego nie przeczytacie, ale wdzięczność jest w Nas! 

 

Z wakacji mamy mnóstwo zdjęć. Jednak nie jest łatwo je wszystkie posortować i przebrać. Może teraz w listopadzie łatwiej będzie można znaleźć na to czas. 😉

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nasze wędrowanie, Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *