Czy moje dziecko to osiągnie… Ile jeszcze?

image

Do wielu rzeczy dochodzi się ciężką pracą. Czasem wydaje się, że wysiłek nie ma sensu.
Kolejne próby… Zniechęcenie… A może wręcz rezygnacja.
Wszyscy rodzice,  walczący każdego dnia, o rozwój swojego niepełnosprawnego dziecka znają to dobrze.
Pytania – czy moje dziecko to osiągnie, czy będzie samo jadło, chodziło, korzystało z toalety, mówiło, niepokoją i nie dają złapać oddechu.

Dzieci naszych znajomych, młodsze, a tyle potrafią, a ja muszę uczyć się cieszyć z małych rzeczy.
Koleżanka chwali się córką, która ma cztery lata i deklamuje przed nami wiersz, śpiewa piosenki, a moje chłopaki mając po 12, 13 lat nie mówią, słabo z komunikacją. Duży nosi w ręce ukochany bryloczek i uczy się rysować po śladzie, Mały jest na etapie jedzenia stałych produktów, kończymy z papkami. Wciąż trzeba bardzo uważać, żeby się nie zadławił.
Uczymy się samodzielnie ubierać. Wszystko dzieje się bardzo powoli.
Buduje z nimi nić zaufania. Pokazuje, że są bezpieczni.

Na niektóre umiejętności czekałam wiele lat. Pewnych się nam nie udało osiągnąć do dziś… Niestety ja już wiem, że moi dorośli synowie bez wsparcia sobie nie poradzą.

Komunikacja…
Makaton, MÓWik, ACC… Super, że mamy możliwości komunikacji…
Niestety, trudniej tak komunikować się z obcymi.
Ostatnio pewna Pani zapytała mnie, czy Duży wszystko rozumie, czy tylko to co ja mówię…
– Rozumie, byle mówiła Pani do niego po polsku. ☺

Od jakiegoś czasu dostaje sygnały, że dzięki temu co piszę, że jestem, komuś udało się osiągnąć kolejny szczebelek. Znalazł w sobie siłę, której już nie dostrzegał, uwierzył w niemożliwe.

Coś co cieszy tak bardzo, że chciało by się tańczyć. Opowiadać bliskim, znajomym, światu!
Mój syn już nie nosi pieluch.
Moja córka sama zjadła zupę.
Mój syn wreszcie się do mnie przytulił.
Moja córka napisała „Mama”.

Wolontariuszom zawsze mówiłam, że ucząc czegoś nowego swoich podopiecznych, mogą nie zobaczyć efektów. Bywa, że te pojawiają się po jakimś czasie. Taki opóźniony start. Dlatego zawsze warto próbować. Warto.

Mimo zniechęcenia…
Kiedy ono się w nas pojawia, trzeba się zatrzymać. Złapać oddech. Może poszukać wsparcia dla Siebie. Dać sobie i dziecku chwilę wytchnienia.
Wtedy będzie można z nowym pokładem sił zabrać się znów do pracy. Zdobywać kolejny szczebelek.

Kiedy moi synowie dorośli,  ja wyliczałam ich osiągnięcia.
Nie były to indeksy wyższych uczelni, jakimi mogli chwalić się ich rówieśnicy, ale ja zawsze przyjmowałam Wojtków takimi…
Z ich niedoskonałością i słabością.

Mimo zniechęcenia, które i mnie dopada, cieszę się nimi i jestem dumna, że mogę być ich mamą.
Zawsze będę dumna i zawsze będę o tym mówić!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieści naszej mamy i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Czy moje dziecko to osiągnie… Ile jeszcze?

  1. ~Joanna pisze:

    Aniu, wiem jak sie cieszysz wlasnie z takich drobnych postepow obu Wojtkow. Mam niepelnosprawnego Brata, przekochany czlowiek. Tak samo uczyl sie rysowania po sladzie…bez rezultatow, liczenia…bez rezultatow. Po roku uczenia /a czasami brakowalo mi juz sil/ nauczylam Brata pisac swoje nazwisko – az i tylko 6 liter. Super sprawa bylo, jak wlasciwie buty ubral, koszule pozapinal…Takie umiejetnosci dla naszych kochanych bliskich sa kosmicznym dokonaniem a dla nas radoscia. Przynajmniej tak to odbieram.
    Podrawiam serdecznie cala rodzine , Wojtkow extra 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *