Wszystko co dobre kiedyś się kończy – czyli, jak było na obozie w Sielpi :)

W dniach od 14 do 20 lutego byliśmy na obozie w Sielpi Wielkiej z Łanową. 
25a
Nowe miejsce, dla Nas zupełnie nie znane, ale na pewno tam wrócimy. Jeśli nie na kolejny obóz to sami wybierzemy się na grzyby.
Sielpia przywitała nas słońcem. Wiosna na całego. Spacer nad jeziorem był jednym zachwytem. Cudowne miejsce dla takiej grupy jak nasza. Wszędzie płasko i sporo alejek spacerowych, co dla grupy z dużą ilością wózków ma duże znaczenie. To miejscowość typowo wakacyjna. Po sezonie właściwie umiera. W pobliżu nie było nawet żadnego sklepu. To kolejny plus dla nas. Gdyby te wszystkie sklepiki, restauracje, bary, budki były czynne to nasi podopieczni nie byliby w stanie przejść spokojnie.
Czas na obozie jest wypełniony po brzegi atrakcjami. Oprócz tego zawsze zajęcia plastyczne, muzyczne, zabawy z klanzą. Nie ma czasu na nudę. 🙂

Niedziela:
Na obóz zawsze wyruszamy z ulicy Łanowej. To tu mieszka większość naszych podopiecznych. To też było kiedyś moje miejsce pracy i dom moich Wojtków.
Zanim wyruszyliśmy z pod DPSu, w którym wielu mieszkańców wciąż dobrze mnie pamięta, z okien na trzecim piętrze nagle usłyszałam znajomy głos wołający moje imię. To Marek, jak zawsze mnie pozdrawiał. Był uczestnikiem Warsztatów, które prowadziłam.
Nasz autokar wyruszył z lekkim poślizgiem. Tak już mamy. Można to zaakceptować, albo co rusz się wkurzać. 🙂
Pan kierowca – Rysiek – wiózł nas jak zawsze bez problemowo i spokojnie do celu. 🙂 To nasz ulubiony kierowca! Odnajduje się w naszej grupie i nasi podopieczni bardzo go lubią co wyrażają codzienną modlitwą za „Bus” – czytaj Pana kierowcę. 🙂
Po zainstalowaniu się w pokoju i zjedzeniu obiadu wybraliśmy się na spacer po okolicy.
Od razu bardzo nam się spodobało. Nad jeziorem zrobiliśmy kilka zdjęć, bo słońce tańczyło po lustrze wody i między konarami drzew. Zwyczajnie było pięknie.
W okolicy mnóstwo ośrodków wczasowych, domków, las, jezioro, rzeka, las, las, las…
Duży poczuł przestrzeń i wybiegał przed nami ciesząc się spacerem, a Mały cały spacer dał radę bez muzyki na uszach. 🙂
Wieczorem wspólna Eucharystia. To najgłośniejsza msza na świecie, a jednocześnie najpiękniejsza.
Ojciec Tomek, duszpasterz naszej grupy z taką wrażliwością patrzy na naszych podopiecznych. Wszyscy do niego lgną. Daje im ciepło i akceptuje każdego. 
Po mszy jeszcze kolacja i czas na odpoczynek, przynajmniej dla podopiecznych. 🙂

 

Poniedziałek:
Wycieczka na basen. To oczywiste, że była super zabawa. Pływanie, masaże wodne, jakuzzi i rura do zjeżdżania.
Na basenie mieliśmy sporo czasu, więc chłopaki wychodzili już na prawdę zmęczeni.
Z Dużym w rurze bawiliśmy się w indian i wydawaliśmy takie okrzyki, że aż czuło się wibracje. Uwierzcie mi – fajnie tak móc czasem się wykrzyczeć. 🙂
Jak Duży zjeżdżał z Kigi, to najpierw było ich słychać, a potem wypadali z rury jak z torpedy.
Na basen pojechaliśmy dość daleko, więc i na obiad wróciliśmy późno. Popołudniu było wspólne oglądanie bajek.
Duży jednak wreszcie mógł zająć się praniem. A, że po nocy sporo się tego uzbierało to był naprawdę bardzo szczęśliwy, bo to jeden z powodów, dla których tak lubi te obozy. 🙂

 

Wtorek:
Wizyta w „Happy Land” czyli sali zabaw z suchymi basenami, trampolinami itd.
To lubię ja. 🙂 W takim miejscu sama mogę poczuć się jak mała Ania. A kto czasem nie chce choć przez chwilę być dzieckiem? Skakać, wspinać się, zjeżdżać na zjeżdżalni. Zwyczajnie bawić się jak dzieci. Normalnie nie jest to możliwe, ale kiedy wynajmujemy całą salę dla Nas jest inaczej. Nasi podopieczni sami nie skorzystaliby z tego miejsca, potrzebują nas. A my tym razem potrzebujemy ich. Duży szalał na trampolinie. 
Popołudniu znów były zajęcia w ośrodku. My jednak wybraliśmy się na spacer po lesie. Wróciliśmy dopiero na mszę. Oczywiście należy pamiętać, w każdej wolnej chwili Wojtek i Kigi pilnowali prania. Ja tylko czasem miałam zastępstwo za Kigi. 🙂

 

Środa:
Wycieczka do Skarżyska Kamiennej do muzeum im. Orła Białego.
To chyba był najzimniejszy dzień. Szkoda, bo pewnie dużo więcej czasu spędzilibyśmy w tym muzeum biegając między czołgami, samolotami i innymi pojazdami wojskowymi. 🙂 Najwięcej frajdy było w samolocie, do którego mogliśmy wejść. Wszyscy siadali na miejscu pilotów i próbowali wzbić się w przestworza.
W muzeum udało nam się nawet zrobić zbiorowe zdjęcie. No może nie jesteśmy wszyscy. Zawsze ktoś nam ucieknie. Chce być w zupełnie innym miejscu. No taka jest nasza grupa i nic tego nie zmieni. Jednak na tym zdjęciu są prawie wszyscy. 🙂
Po południu mieliśmy przejażdżki po okolicy dorożkami. Mały był tak szczęśliwy, że całą drogę uśmiech nie znikał mu z twarzy.
Po powrocie, jeszcze przed mszą Natalia i Karolina malowały twarze, nie tylko podopiecznym. 🙂
Duży dał się namówić na takie malowanie. Na jego twarzy można było obejrzeć całą legendę o Smoku wawelskim.
Wieczorem spotkaliśmy się na przedstawieniu przygotowanym przez wolontariuszy. „Przyjaciele niedźwiedzia” to pełna emocji opowieść dla dużych i małych. 🙂
Po przedstawieniu jeszcze razem pośpiewaliśmy i tu Duży Wojtek potwierdził, że lubi być gwiazdą. Jak udało mu się zdobyć mikrofon to nie było końca jego występom.

 

Czwartek:
Po śniadaniu przyjechali do nas ludzie z namiotem, w którym mieściło się całe niebo. Przenośna kopuła planetarium to niezwykłe doświadczenie. Najpierw trzeba przecisnąć się przez wejście – szczelinę – do czarnego namiotu. Jest trochę lęku, bo nie wiadomo co nas czeka w środku. Potem leżąc na materacach oglądaliśmy niebo pełne gwiazd, różne planety, zaćmienie słońca. Wszystkiemu towarzyszyła  muzyka i głos Pani, która starała się nam przybliżyć wszystko to, co kryje się na niebie.
Przed obiadem jeszcze udało nam się pójść do lasu na spacer. Pogoda była piękna. Chodząc po ściółce Wojtek zapytał czy będziemy szukać grzybów. 🙂 No i obiecaliśmy mu, że przyjedziemy w to miejsce jeszcze kiedyś, jak będzie pora na takie zbiory, bo wbrew pogodzie to jednak mamy teraz zimę. 🙂
Popołudniu przyjechały do nas psy, a to oznacza dogoterapię. 🙂 Duży chętnie uczestniczy w takich zajęciach, tylko jak pies poliże go po ręce to jest alarm. Szybko musi biec do łazienki, żeby się umyć.
Mały potrzebuje więcej czasu. On jest ciekawy psa, ale woli głaskać i nawiązywać kontakt ze zwierzakiem od tyłu.
Wieczorem mieliśmy dyskotekę. Duży znów chciał mieć pomalowaną twarz. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo jeszcze niedawno byłoby to niemożliwe. Tym razem nie tylko dał się pomalować, ale też sam malował Natalię.
Przyznam się Wam w sekrecie, że też dałam sobie pomalować twarz i byłam pięknym motylem. 🙂

 

Piątek:
Wyprawa na konie.
Pogoda nas nie rozpieszczała. Od kiedy wyruszyliśmy autobusem zaczął kropić deszcz. Jednak my jesteśmy niestrudzeni i tak łatwo nie poddajemy się przeciwnością. Na miejscu oprócz koni, czekało na nas wielkie ognisko. Jedni jeździli na konno, a inni w tym czasie piekli sobie kiełbaski. A drobny deszcz cały czas nam towarzyszył. Ojciec Tomek załatwił dla Dużego dodatkową atrakcję. Do kiełbasek zamiast herbaty Duży dostał kawę. No i to dopełniło jego szczęście. 🙂
Po południu malowaliśmy obrazy które kojarzą się nam z Drogą krzyżową. Duży był bardzo dumny ze swoich prac i pilnował żebym zabrała je do domu. Bardzo chce je oprawić.
Wieczorem ostatnia msza, a w czasie kazania Ojciec Tomek wykorzystał prace naszych podopiecznych. Opowiadał też o obrazkach Wojtka. Szkoda, że tego nie nagraliśmy, bo dostrzegł w jego pracach ważne rzeczy.
Ja nie umiem Wam tego tak opowiedzieć. 🙂
A kiedy już wszyscy podopieczni spali ostatnie spotkanie opiekunów i przyjęcie nowych do grona naszych wolontariuszy. Nie było łatwo, ale wszyscy dali radę. 🙂

 

Sobota:
Po śniadaniu czas na pakowanie. Niezwykłe jest to, że w Sielpi przywitała nas wiosna, a żegnała zima. Ostatniego dnia pojawił się śnieg. To chyba faktycznie czas jechać dalej szukać wiosny. 🙂

Zdjęcia z obozu tutaj

Moi kochani Łanowicze jeśli to czytacie, to pozwolę sobie na małe podziękowania. 
Dziękuję Wam, że jesteście gotowi poświęcić trochę swojego czasu dla innych, dziękuję za przyjaźń, którą obdarzacie swoich podopiecznych. Wielu z nich nie cieszy się z powrotu do domu. A to znaczy, że czują się z Wami bardzo wyjątkowo. Dziękuję, że im to dajecie. Jesteście Wielcy!!!

 

Ojcze Tomku!
Dobrze jest, jak właściwy człowiek znajduje się na właściwym miejscu!
Ty jesteś na właściwym miejscu! Bardzo dziękuję za Ciebie!
Obyś był z nami jak najdłużej!!!

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Łanowa, Nasze wędrowanie i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.