Kilka cudownych dni w domu z moich snów

Nasi przyjaciele zaprosili nas na kilka dni na wieś. Pogorzany koło Szczyrzyca, to miejsce pełne wspomnień, choć dom dla nas nieznany. 🙂
Z jednej strony to powód do mega radości, z drugiej jednak lęk. Zawsze gdy idziemy do kogoś z Wojtkami, ja wracam bardzo zmęczona. Pełna kontrola by nic nieakceptowalnego się nie wydarzyło. Duży w emocjach może zmniejszyć ilość filiżanek, talerzyków bez względu na to, czy pochodzą z rodowej zastawy, czy to komplet nie do pary. Będzie w emocjach czekał na kawę, chętnie zje obiad, ale tak do końca nigdy nie wiemy co nagle może zaburzyć jego spokój. Ma swój sposób na przetrwanie takich wizyt, znajduje sobie wygodną kanapę, prosi o poduszkę i koc i kładzie się odwrócony do wszystkich delikatnie pisząc – plecami. 😉 Wstaje by coś zjeść, wypić kawę i znów się kładzie. Na szczęście poruszamy się w środowisku, które lubi naszych synów, więc nikt nie komentuje tego dziwnego sposobu wizyty. No pewnie po części w związku z tym nie jesteśmy częstymi gośćmi. To jednak dla matki mimo wszystko pewien stres. Mały Wojtek ma muzykę.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Nasze wędrowanie, Opowieści naszej mamy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 8 komentarzy

Słodkie z kwaśnym – ciasto porzeczkowe z bezą i kruszonką

Zabieram się już jakąś dłuższą chwilę do podzielenia się z Wami tym przepisem. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu działam wolniej, czyżby to jednak znak wieku… 😉
No ale wracając do właściwego tematu.
Pod zdjęciem ciastka na istagramie zdania co do tego czy są chętni na przepis były podzielone, choć z przewagą dla Tak – chcę. 😉
Jeszcze porzeczki się nie skończyły (na szczęście), więc macie szansę wypróbować przepis. Myślę że nada się również do innych kwaśnych owoców. 🙂
My zebraliśmy porzeczki na działce i większość przerobiliśmy na sok i dżem, ale Duży zapytał czy moglibyśmy zrobić z nich ciasto, więc nie miałam wyjścia.
Połączenie słodkiego ciasta, bezy i kwaśnych porzeczek cudownie się równoważy dlatego polecam.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii coś na słodko | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wypad za miasto – Zalipie i Ogród pełen lawendy

Wypad za miasto zawsze ma sens – przynajmniej u nas. Niestety nie wszystko za każdym razem idzie zgodnie z naszym planem, ale plany przecież są dla mięczaków. 😉
Jednak planując taki wypad, staramy się tak go konstruować by nie zapominać o oczekiwaniach chłopaków, tyle że oczekiwania w międzyczasie mogą ulec zmianie. Czasem przygotowujemy super wycieczkę, a oczekiwania są tylko kawiarniano – burgerowe. No i trzeba jakoś je ogarnąć i mimo wszystko spróbować zrobić coś fajnego.
Tak właśnie było tym razem. Oczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny. Wystarczy, że nie zagra jakiś punkt ustalonego harmonogramu na początku dnia i trudno to potem odkręcić, a cofać czasu jeszcze nie potrafimy. 😉
Jednak pociesza fakt, że jeśli wykażemy się cierpliwością jest szansa na pozytywne zakończenie. Czasem trzeba przeczekać, zaakceptować trudne emocje, albo w nich potowarzyszyć, dać wsparcie i zrozumienie, trochę nagiąć harmonogram zaplanowanej wycieczki, w czymś ustąpić i znów wychodzi na to, że to jest super dzień.
Tym razem plan był taki: jedziemy do Zalipia. Coś zwiedzamy, szukamy najładniejszych domów, spacerujemy znów oglądamy itd.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Nasze wędrowanie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarze

Poranki z Małym Wojtkiem – czyli co zrobić z tymi wczesnymi pobudkami?

Już nieraz pisałam, że Mały to skowronek. Ledwo widać słońce od wschodu, a ten już gotowy do działania. Ni jak nie da się go przekonać, że jeszcze można trochę pospać, lub choćby poleżeć. Czasem wystarczy muzyka i matka może jeszcze jednym okiem pospać. Jednym, bo drugim musi czuwać. 😉
Zimą wydaje się, że powinien spać dłużej, bo jasno robi się później. Niestety wtedy mam wrażenie, że dzień się zaczyna w samym środku nocy.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Codziennik | Otagowano , , , , , , , , | 4 komentarze

Czas we dwoje, gdy zawsze jest nas czworo

 

Tak trudno o czas we dwoje. Niepełnosprawność w rodzinie absorbuje wszystkich, kradnie czas. Wciąż skupiamy się na tym żeby nasze dzieci dobrze przeżyły życie. Żeby miały wszystko co potrzebne, a nawet więcej. Tak, jesteśmy tacy zachłanni, bo chcemy żeby nasze dorosłe już dzieci z niepełnosprawnością intelektualną były szczęśliwe, (to sarkazm, którego w ostatnim czasie trudno nie użyć). Ale o tym innym razem. Dziś chcę się skupić na nas rodzicach.

Wciąż budujemy strategie, układamy życie w zgodzie z potrzebami synów. Budujemy komunikację. Słuchamy potrzeb. I chyba dość dobrze nam to wychodzi patrząc z perspektywy czasu, tego co udało nam się wypracować, tego co pokazują i mówią nam nasi młodzi mężczyźni, nasi synowie.

Komunikacja, rodzicielstwo bliskości, porozumienie bez przemocy. To bardzo ważne by z uważnością, szacunkiem i miłością patrzeć na potrzeby synów, na potrzeby drugiego człowieka.

A gdy musimy porozmawiać o sobie, nie o chłopakach, to nagle brakuje nam cierpliwości. Chcemy zrozumienia natychmiast i żeby było po mojemu.

Brak czasu we dwoje każe wszystko załatwić szybko. A to nie wychodzi. To przecież dwoje ludzi. Każdy patrzy na świat trochę inaczej, nawet jeśli kierunek ten sam, drogi możemy wybierać różne.

Będąc bardzo blisko, wciąż kochając można tęsknić.

Chwile które kradną nam chłopaki, bo ich potrzeby są ważniejsze. Chcą uwagi teraz. Nie chcą czekać, aż mama z tatą porozmawia.

Te chwilę na wspólnym spacerze gdy chcemy iść za synami, móc trzymać się za ręce, a Mały wchodzi między nas i rozdziela. Chce mieć nas dla siebie. Żartem mówimy o nim „zrywacz więzów”.

Tylko czasem można pomimo tego wszystkiego razem odczuć brak.

Jak wykraść chwile tylko we dwoje i mieć w tym radość?

Zapomnij na tą chwilę o telefonie…

Zaplanuj ten moment w kalendarzu, fajnie przygotować się na ten czas, wtedy nawet zwyczajna może być szczególną. Nawet bez wielkich przygotowań może być miła. My czasem umawiamy się na późno wieczorne sushi. Chłopaki nie lubią, więc nawet ich to nie interesuje. My siedzimy, rozmawiamy, delektujemy się sushi, ale jeszcze bardziej chwilą..

Myślę, że najważniejsze to akceptować swoje słabości. Bo czasem bardzo się chce, ale nagle zmęczenie podpowiada „odpuść” i wtedy warto wyluzować. Zamiast szalonych planów, obejrzeć razem film, posiedzieć w ogrodzie, nie zapominać o gestach czułości, o słowach, o rozmowie, nie tylko o chłopakach, ale o sobie, o marzeniach. Jeśli wciąż nam się chce razem śmiać i płakać, to wspaniale, to właśnie o to chodzi.

Codzienność, tworzenie własnych rytuałów, tych we dwoje, ale też tych w których towarzyszą nasi synowie. Oni nie muszą być przeszkodą, mogą być dopełnieniem. Tego człowiek uczy się z czasem.

Jeśli nie ma szans na weekend we dwoje, to wypad w czworo za miasto, piknik i nawet chwila dla siebie może być dobra, a na pewno jest ważna.

A przejażdżka za Kraków dla chłopaków to radość, a my szukamy miejsc gdzie można zachwycać się zachodami słońca i widokami i uwierzcie, może być bardzo romantycznie.

Dzięki tym małym zabiegom nasza relacja staje się silniejsza, a taka daje siłę na kolejne dni i lata. Nie jest to proste, ale ja zawsze się śmieje i mówię, że nikt nie obiecywał, że życie będzie łatwe. Dla Nas ważne, żeby było Dobre.

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Opowieści naszej mamy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz